Land Serwis

ZibCar (2008) - mieszanka wybuchowa Zbigniewa Popielarczyka

08 Pazdziernika 2010
Chociaż wyczynowo w rajdach terenowych startuje dopiero od dwóch lat, zdążył już w nich nieźle namieszać. Zbigniew „Zibi” Popielarczyk w ubiegłym roku wywalczył Puchar Polski OFF-ROAD PL i był o krok od zwycięstwa słynnej Croatii Trophy, ale na drodze stanęli mu nieżyczliwi (to najłagodniejsze określenie) sędziowie. Na off-roadowych trasach „Zibiego” łatwo jest rozpoznać, ponieważ jego auto... nie przypomina żadnego ze znanych Wam modeli. Jego cechą charakterystyczną jest chłodnica zaadaptowana ze sportowego Porsche.

„Zibi” zaczął ścigać się w roku 2005, mając do dyspozycji auto, którym trudno mu było nawiązać walkę z czołówką. Niewielka moc silnika, brak mechanicznej wyciągarki, a nawet przedniej blokady pogłębiały jedynie jego frustrację.

Nie upłynęło więc wiele czasu, gdy podjął decyzję o budowie od podstaw zupełnie nowej rajdówki. – Obłożyłem się fachową prasą i przez kilka tygodni studiowałem rozwiązania stosowane przez polską czołówkę – wspomina „Zibi”. – Aż w końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie przyjąć za wzór auto Wojtka Polowca, odpowiednio przystosowując je do własnych potrzeb.

Bazą ZibCara został zatem krótki Patrol GR, który był dawcą m.in. ramy oraz mostów. Fabryczne rozwiązania czasem (choć rzadko) znajdują uznanie profesjonalnych off-roaderów, a ponieważ „Zibi” doceniał zawsze właściwości jezdne terenowego Nissana, postanowił zachować oryginalny rozstaw osi i miejsca mocowania wahaczy. Zawieszenie „wzbogacił” jednak amortyzatorami Trail Master oraz sprężynami King Springs, a całość utkał wytrzymałymi polibuszami, które zastąpiły niezbyt trwałe, gumowe simelblocki. Z Patrola pochodzi jeszcze przekładnia kierownicza oraz drążki.

Mając niemiłe wspomnienia latest celebrity news z wyjazdów poprzednim autem, na których brakowało mu mocy, tym razem „Zibi” przypilnował, aby w przyszłości nie mieć powodów do narzekań. Pod maskę trafił zatem 4-litrowy silnik Granda Cherokee, czyli tak zwany „piecyk”. – Jest tani w obsłudze, sprawdza się w off-roadzie, np. na przechyłach; jest fabrycznie uszczelniony, więc nie boi się pracy pod wodą; a na dodatek potrafi pokonać nawet 5 kilometrów bez płynu chłodzącego – zachwala swój wybór „Zibi”. Chłodnicę (tę z Porsche) umieścił dla bezpieczeństwa z tyłu samochodu, tuż za kabiną. Układ wyposażony został w dodatkową pompę elektryczną wymuszającą obieg płynu chłodzącego. Bez niej bywały problemy np. na trawersach, gdy płyn nie przepływał. W najtrudniejszych momentach ulgę chłodnicy przynoszą dwa elektryczne wentylatory zaadaptowane z Audi A6. Tuż koło chłodnicy, na wysokości głowy kierowcy wyjście ma snorkel – czyli zakończona filtrem rura dostarczająca powietrze do silnika.

Silnik zasila paliwo przechowywane w dwóch bakach. Podstawowy, umieszczony centralnie z tyłu auta, ma około 50 litrów. Od standardowych zbiorników różni się dospawanym odstojnikiem na dole, który gwarantuje, że nawet przy ekstremalnych „figurach” na trasie, motor będzie miał się z czego napić. Na wszelki wypadek „Zibi” zamontował dwie pompy paliwa (z... Poloneza Trucka) – jedna pracuje na stałe, a druga jest awaryjna. 50 litrów paliwa w rajdowej rzeczywistości oznacza jakieś 4-5 godzin jazdy. To czasem nie wystarczało właścicielowi auta, dlatego z myślą o dłuższych etapach w aucie umieszczono z boku zapasowy, 20-litrowy bak. Znajduje się on wyżej od głównego zbiornika, więc gdy nadchodzi kryzys, zasila go opadowo.

Zespół napędowy tworzy wykonane ze stali sprzęgło, znajdujące się w kielichu, który powstał z zespawanych ze sobą połówek obudowy sprzęgła Jeepa oraz Toyoty. W ten sprytny sposób połączono silnik Jeepa z manualną skrzynię biegów z Toyoty Land Cruiser 70. – O skrzyni tej wiele osób wyrażało się w samych superlatywach – wyjaśnia Zbyszek. – Jest bardzo wytrzymała, niezawodna i stosunkowo nieduża, a przy tym prosta w obsłudze. Nietrudno jest również zamontować w niej wyjście odbioru mocy, którego potrzebowałem do wyciągarki mechanicznej. Najlepszą rekomendację stanowił dla mnie fakt, że w swoim aucie z reduktora Toyoty korzystał Darek Luberda.

Do wyciągania z kłopotów „Zibi” przystosował – podobnie jak wielu polskich kierowców – mechaniczną wyciągarkę z ciężarowego Stara, która ze skrzynia połączona jest skróconym wałem od Poloneza. Przełożenie 1:10 jest bardzo szybkie, co przydaje się podczas walki w rajdach. Na wszelki wypadek na bęben nawinięta jest 10-milimetrowa lina ze stali, która ani myśli pękać w nieodpowiednim momencie. W razie potrzeby w sukurs „Zibiemu” przyjść jeszcze może elektryczna wyciągarka Warn 9.5XP, której podstawowym zadaniem jest wyciąganie auta do tyłu (wykorzystuje 14-milimetrową linę syntetyczną). Ostatnio została przeniesiona do wnętrza kabiny, dzięki czemu linę można obecnie szybko przełożyć przez dach i wykorzystywać do asekuracji bocznej. Sterowaniem obu wyciągarek zajmuje się kierowca.

Napęd na mosty przekazywany jest za pośrednictwem wałów robionych na zamówienie, powstałych poprzez zespawanie połówek wałów Toyoty (od strony skrzyni Land Cruisera) z połówkami wałów Patrola (od strony mostów Nissana).

Przedni most został wyposażony w stuprocentową blokadę ARB. ZibCar porusza się na 36-calowych oponach Simex, których ranty otoczone są beadlockami. – To genialne rozwiązanie – mówi Zbyszek. – Opona trzyma się felgi podczas jazdy nawet z bardzo niskim ciśnieniem.

Beadlocki wymusiły w konsekwencji zamontowanie dodatkowej chłodnicy oleju w układzie wspomagania – gdy auto porusza się na „flaku” pompa oleju poddawana jest bowiem dużym obciążeniom i może się przegrzewać.

Samochód swym kształtem nie przypomina żadnego ze znanych Wam modeli terenówek. Dla Zbyszka nie ważny był jego wygląd, ale praktyczność, więc nie tracił czasu na stylizację. Gdy trzeba było coś uciąć - ucinał, a gdy coś zanadto wystawało – też ucinał. Rurowa klatka jest dziełem byłego pilota „Zibiego” – Piotra Karpiuka, lepiej wszystkim znanego jako „Pitbull”. Karoserię markuje (to chyba najodpowiedniejsze słowo) zwykła blacha aluminiowa. Do klatki przymocowane są bardzo wydajne ksenony Helli. – Nawet zabrudzone dają bardzo dużo światła – chwali je Zbyszek. – Raz, gdy nocą przeprawiałem się przez rzekę, w świetle reflektorów widziałem uciekające przede mną pstrągi.

Wnętrze kabiny również cechuje prostota i utylitarność. Nie ma tu miejsca na błyskotki czy zbędne gadżety. Jest kierownica (Patrola), lewarki, najważniejsze zegary (z Granda Cherokee przez co kontrolki ABS i airbagów nieustannie świecą się na czerwono), a także sterowniki blokad. Napęd 4x4 i blokady załączone są ciśnieniowo – w tym celu w aucie zamontowany został kompresor z Mercedesa Sprintera, który pierwotnie obsługiwał w nim hamulec ręczny). Sterowniki blokad posiadają ręczne zawory, które cechują zupełna bezawaryjność (w odróżnieniu od sterowników elektrycznych).

Pilot ma do swojej dyspozycji dwa metromierze – podstawowy z czujnikiem umieszczonym w skrzyni Toyoty oraz dodatkowy, na wypadek awarii. Załoga podróżuje w kubełkowych fotelach „ZibCar”, zabezpieczona przy pomocy pasów wielopunktowych.

- To auto proste, wytrzymałe, nieskomplikowane – podsumowuje Zbigniew Popielarczyk. – I – co ważne – tanie w utrzymaniu. Waży 1860 kilogramów, czyli nie za wiele, choć mogłoby być nieco lżejsze.

Zdobywca ubiegłorocznego Pucharu Polski póki co nie zamierza budować nowego pojazdu ani wprowadzać większych modyfikacji w starym. – Wymiana silnika na jeszcze mocniejszy czy montaż zwolnic wymaga tak wielu przeróbek, że chyba już bardziej opłaca się zbudowanie nowego auta od podstaw. ZibCar sprawdził się, więc jak na razie pozostanę mu wierny – deklaruje „Zibi”.

W tym roku Zbigniew Popielarczyk planuje wziąć udział w Magam Trophy, powalczyć w Pucharze Polski oraz Poland Trophy (w I rundzie nie wystartował z powodu kłopotów zdrowotnych). W wakacje zamierza odpocząć od off-roadu ekstremalnego podczas turystycznej wyprawy „zwykłym” Patrolem do Rumunii.

Rajd w Miastku (Magam Trophy) zapowiada się wspaniale. Mistrzowski Zibcar z chłodnicą Porsche kontra terenowe „Ferrari” Darka Luberdy i nowy Jeep na zwolnicach Wojtka Polowca. Wyścig zbrojeń wszedł w decydującą fazę.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Technika:

Akcja:

Inne zmoty:

  • Land Rover 90 (2003) - Paweł Moliński
    Land Rover 90 (2003) - Paweł Moliński

    Pierwszą terenówką w życiu Pawła Molińskiego był amerykański Willys uważany powszechnie za legendę off-roadu i protoplastę Jeepa. Początki terenowej pasji kierowcy, który znany jest jako "Moli", byłyby więc znakomite, gdyby nie fakt, że zakupiony przez niego Willys był rozłożony na części, z których... nie udało złożyć się całości.

  • Zielonek po EVOlucji. Nowe zdjęcia!
    Zielonek po EVOlucji. Nowe zdjęcia!
    Któż z Was nie zna Zielonka, bodaj najbardziej zielonego (w dosłownym znaczeniu) Samuraia w Polsce? Rajdówka Kamila Konefała i Pawła Assmana przeszła w tym roku dużą metamorfozę i w zasadzie już jest gotowa do rozpoczęcia... sezonu 2013!
  • Drugie życie Samuraia. Uratowany od złomowania
    Drugie życie Samuraia. Uratowany od złomowania

    Czy Suzuki Samurai warty 3 tysiące złotych ma szansę wyjechać jeszcze w teren? Wiele osób wysłałoby go z miejsca na złomowisko, ale nie Piotr Kapała, który postanowił za wszelką cenę tchnąć w niego drugie życie. Wiele godzin spędzonych w warsztacie przyniosło efekt, z którego ma prawo być dzisiaj dumny.

  • Land Rover Defender 90 (2005) - Marek Janaszkiewicz
    Land Rover Defender 90 (2005) - Marek Janaszkiewicz

    Marek Janaszkiewicz ma bardzo egzotyczną pasję. Rokrocznie uczestniczy swoim Land Roverem w malezyjskim rajdzie Rainforest Challenge, którego trasa wiedzie przez tropikalną dżunglę.

  • Kampery 4x4 - większy gabaryt
    Kampery 4x4 - większy gabaryt

    Wielokrotnie pisaliśmy o podróżach w świat różnymi pojazdami. Tymi przygotowanymi we własnym zakresie jak i tymi oferowanymi przez światowych producentów. Tym razem patriotycznie, sięgamy do rodzimych produkcji, będących na równym jak nie wyższym poziomie niż te z za zachodniej granicy. 

  • Jeep Wrangler 4.0 (2003) - Wojciech Polowiec
    Jeep Wrangler 4.0 (2003) - Wojciech Polowiec

    - Po szaleństwach w piasku i błocie postanowiłem sprawdzić, jak moja nowiutka Toyota RAV-4 poradzi sobie z niewielkim jeziorkiem. Wjechałem do wody, auto chwilę jeszcze mieliło kołami, po czym bezradnie ugrzęzło. Do środka zaczęła wlewać się woda. Zmieniarka płyt zarzęziła i znieruchomiała. "Ciekawe, czy uznają mi gwarancję?" - pomyślałem w duchu... - wspomina po sześciu latach Wojciech Polowiec, obecnie jeden z najlepszych polskich kierowców startujących w rajdach ekstremalnych.