Land Serwis

JEEP. There's only one! - nowy Wrangler (2008) Wojtka Polowca

- W porównaniu do mojego poprzedniego samochodu nowy Jeep miał być lżejszy, niższy, posiadać zwolnice i wyciągarkę mechaniczną zsynchronizowaną z kołami – mówi o początkach prac nad nowym autem Wojciech Polowiec, zwycięzca Pucharu Polski 2003, wielokrotny triumfator słynnych rajdów KCS w Austrii oraz niezliczonej ilości innych rajdów przeprawowych w Polsce i za granicą. Nowego Wranglera, który powstał w krakowskim serwisie Raffi  według projektu Pawła "Szwagra" Przybyłowskiego, mogliśmy po raz podziwiać przed tygodniem na inauguracyjnej rundzie Pucharu Polski 2008 w Bojanowie. Jeep, dla którego był to pierwszy poważny test w życiu, zdał go z bardzo dobrym rezultatem – Wojtek ze „Szwagrem” zajęli V miejsce. Teraz planują drobne poprawki, po wprowadzeniu których samochód ma już się bić o najwyższe lokaty. O Wranglerze Wojtka Polowca pewnie nie raz jeszcze będzie głośno na Terenowo.pl.

Wojtek, który nawet kawę popija z kubka z napisem „Jeep”, nie miał wątpliwości co do wyboru auta, mającego stanowić bazę dla jego nowej rajdówki. Rama oraz buda nadwozia pochodzą z seryjnego Wranglera. Jako źródło napędu również wykorzystano silnik „There’s Only One”, czyli 4.7-litrową widlastą ósemkę z Granda Cherokee.

Z „Granda” pochodzi również automatyczna skrzynia biegów. Oryginalna chłodnica nie zmieściła się pod maską silnika, więc wykonano nową – mniejszą, ale szerszą. – Nie chciałem eksperymentować z przenoszeniem chłodnicy na tył – opowiada Wojtek. – To zawsze rodzi jakieś problemy. W całej mojej karierze tylko raz chłodnica zepsuła się i to nie z mojej winy, a przez „zmęczenie materiału”. Wiatraki też są „zwykłe”, uruchamiane przez sprzęgło wiskotyczne. Akumulator to też nic nadzwyczajnego – Bosch Silver.

Wyciągarka (starowski „mechanik”) wymogła zamontowanie reduktora z Toyoty Land Cruiser 70, który fabrycznie wyposażony jest w wyjście odbioru mocy. – I (co ważne) można go obracać tyłem do przodu, co pozwoliło nam zamontować „mechanika” w standardowym miejscu przed silnikiem – wyjaśnia właściciel auta. Zwykle bowiem wyciągarki mechaniczne umieszczane są z tyłu, za reduktorem. U Wojtka z powodu dużego skoku zawieszenia, a co za tym idzie znacznego wykrzyżu mostów, wyciągarka umieszczona z tyłu zwyczajnie by przeszkadzała. Przeniesienie jej przed silnik zaowocowało z kolei znacznym dociążeniem przodu Wranglera, który w odróżnieniu od wcześniejszej wersji Jeepa nie pozwala teraz np. na zarzucanie tyłem na zakrętach. Nieco trudniej teraz jest również np. wyjechać na brzeg rzeki. – Ale ma to również swoje dobre strony – zapewnia Wojciech Polowiec. – Uważam, że lepiej, aby wyciągarka ciągnęła, niż „pchała” samochód.

Jednym z głównych założeń przy budowie auta było zgranie prędkości wyciągarki z obrotami kół. – Udało nam się tego dokonać – opowiada Wojtek. – Wyciągarka jest zsynchronizowana z kołami niemal idealnie. Gdy na bębnie jest jeszcze dużo liny, wyciągarka (starowski „mechanik”) zwija się nieco szybciej, w połowie rozwinięcia liny prędkości są identyczne, a przy dużym rozwinięciu – „winch” pracuje trochę wolniej od kół, ale to niczemu nie przeszkadza. Podjazdy pokonuję błyskawicznie!

Oprócz starowskiego „mechanika” za kabiną pasażerską (obok 65-litrowego baku paliwa) znajduje się jeszcze „wieżyczka”, czyli znany ze swej szybkości Warn 8274, którego lina ma wyjście na tył auta, ale może być również przełożona na rolkach przez dach, co ułatwia asekurację samochodu na trawersach.

W ostatnich latach czołowi kierowcy w Polsce coraz częściej przesiadają się celeb news na auta wyposażone w mosty portalowe, które zwiększają prześwit oraz moment obrotowy przenoszony na koła. Wojciech Polowiec również postanowił skorzystać z tego wynalazku, zapożyczonego do off-roadu z maszyn rolniczych i pojazdów wojskowych. W swoim Jeepie zamontował mosty ze szwedzkiego Volvo Laplandera (takie samo rozwiązanie stosuje m.in. Darek Luberda). – Różnica jest ogromna – zachwyca się. – Teraz „na kołach” przejeżdżam przez miejsca, które wcześniej z trudem pokonywałem na wyciągarce.

Na mosty Laplandera napęd przekazywany jest za pośrednictwem wałów z Patrola GR (produkcji Nissana są też krzyżaki). Unikatowe mosty wymagają użycia oryginalnych felg Volvo, które niestety dość sporo ważą. Na felgi nałożone są 35-calowe opony Simex. – Planujemy uszczknąć trochę wagi, zmieniając piasty w mostach, co umożliwili nam zastosowanie dużo lżejszych obręczy – zapowiada Wojtek. – Teraz koła ważą po 70 kilogramów!

W zawieszeniu zamontowane są amortyzatory Öhlins, charakteryzujące się niesamowitym skokiem – tylny ma aż 119 centymetrów (oczywiście ograniczonych nieco np. przez odbojniki). Dzięki temu wykrzyż mostów jest naprawdę imponujący! Przednie sprężyny zostały wykonane na zamówienie, z tyłu zastosowano oryginalne sprężyny Patrola. „Szczyptą pieprzu” w konstrukcji Jeepa są przednie wahacze, które zapożyczono z... Land Rovera! Tylne wykonano zaś z drążka kierowniczego Patrola oraz... grubej nierdzewki.

- Naszym zamierzeniem było maksymalne wysunięcie kół na przód auta – opowiada Wojciech Polowiec. – Aby jakoś pomieścić drążki kierownicze i sprawić, żeby nie zawadzały o koła, wykorzystaliśmy przekładnię kierowniczą z Granda Cherokee, ale... w wersji angielskiej. Ponieważ jej konstrukcja jest odwrócona, drążki (z Laplandera) mają teraz swobodę działania.

Kabina Jeepa otrzymała standardowe wyposażenie rajdówki. Najważniejsze zegary, sterowniki blokad, dodatkowych świateł ksenonowych, które dumnie prezentują się na masce, oraz bardzo ważny (jak podkreśla, śmiejąc się, Wojtek) włącznik bardzo mocnego klaksonu. Ciekawostką są odwrotnie niż  w standardzie położone lewarki skrzyni, reduktora i wyciągarki, do których kierowca wciąż jeszcze usiłuje się przyzwyczaić.  

- Jestem zadowolony z efektu naszych prac – ocenia Wojciech Polowiec. – Chociaż nad pewnymi sprawami musimy jeszcze popracować. Mój poprzedni Jeep ważył 2050 kilogramów; ten miał być znacznie lżejszy, a waży... 2020 kilogramów. Problem ten rozwiążą jednak lżejsze felgi, dzięki którym auto powinno stracić na wadze około 100 kilogramów. Nowy Jeep miał być również dużo niższy i to też „prawie” się udało – ma 30 milimetrów mniej wzrostu:))) Spróbujemy jednak wyrzucić podkładki spod przednich sprężyn oraz skrócić sprężyny tylne – wówczas środek ciężkości powinien powędrować nieco w dół. Jedyną przeróbka, która niestety nie powiodła się, jest... „Szwagier”! On jest nienaprawialny:) I całe szczęście, bo cóżby był wart?:)

Zmian w aucie i pilocie Wojtek niestety nie zdąży już dokonać przed zbliżającym się Magam Trophy, ale – jak zapewnia – i tak nie zamierza w „Miastku” nikomu odpuszczać. I ja mu wierzę.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Początki...
{artsexylightbox autoGenerateThumbs="true" path="images/stories/Zmoty/Polowiec_new/Garaz1" previewHeight="67"}{/artsexylightbox}

Efekt końcowy:

{artsexylightbox autoGenerateThumbs="true" path="images/stories/Zmoty/Polowiec_new/Garaz2" previewHeight="67"}{/artsexylightbox}

Premiera:
{artsexylightbox autoGenerateThumbs="true" path="images/stories/Zmoty/Polowiec_new/Akcja" previewHeight="67"}{/artsexylightbox}

 

Inne zmoty:

  • Range Lover (2004) - Krzysztof Turchan
    Range Lover (2004) - Krzysztof Turchan

    - Klasa TR3 - zawyrokował sędzia techniczny podczas rajdu Ładoga Trophy, który odbył się w czerwcu. Dla załogi zielonego Range Rovera - Rafała Kuziemskiego i Krystiana Łukaszewskiego ocena ta oznaczała rywalizację w gronie aut seryjnych, ale o nieograniczonym stopniu modyfikacji.

  • Drugie życie Samuraia. Uratowany od złomowania
    Drugie życie Samuraia. Uratowany od złomowania

    Czy Suzuki Samurai warty 3 tysiące złotych ma szansę wyjechać jeszcze w teren? Wiele osób wysłałoby go z miejsca na złomowisko, ale nie Piotr Kapała, który postanowił za wszelką cenę tchnąć w niego drugie życie. Wiele godzin spędzonych w warsztacie przyniosło efekt, z którego ma prawo być dzisiaj dumny.

  • Land Rover Defender 110 (2008) - grecki voyager
    Land Rover Defender 110 (2008) - grecki voyager
    Dokładnie 100 lat temu, zimą 1908 roku z Nowego Jorku wyruszył Wielki Wyścig samochodowy (The Great Race), którego meta wyznaczona była w... Paryżu. Tak, to nie pomyłka. Trasa prowadziła przez Alaskę, Japonię, Syberię i Europę, a w straceńczych zawodach wzięło udział 6 załóg z Ameryki, Francji, Włoch i Niemiec. Po półrocznej (!) walce ze śniegiem Alaski i błotem Syberii ostatecznie zwyciężyli Amerykanie.
  • Samurai z piekła rodem - historia EVO-lucji na zwolnicach
    Samurai z piekła rodem - historia EVO-lucji na zwolnicach
    „Sprzedaj to i kup co zjeść, to i tak nie pojedzie!”- zazwyczaj tak się wyrażali ci, którzy widzieli, co się święci. Zaczęło się dość niewinnie, w planach była tylko zamiana zwykłych wieszaków resorów na rewolwerowe i lepsze opony… Jednak historia tego Samuraia potoczyła się nieco inaczej.
  • Czort z piekła rodem
    Czort z piekła rodem

    W pocie czoła, przez długie dni i miesiące… Budowa samochodu to nie żadna przysłowiowa bułka z masłem. Jednak wszystkie wysiłki, trudy i wyrzeczenia opłaciły się. Oto jestem w stanie przedstawić Wam pojazd będący spełnieniem mojej wizji, moich marzeń oraz pracy. Projekt SVM, który ochrzczony został imieniem... Czorta.

  • Dzip Dagmary Kowalczyk, czyli zaciągnąć Jeepa do warsztatu
    Dzip Dagmary Kowalczyk, czyli zaciągnąć Jeepa do warsztatu
    Długo dzwoniłam, męczyłam, targowałam się jak fachowa przekupa. Wreszcie... jest! Trafiony – zakupiony Jeep, prawie Wrangler, trafił w moje ręce. Znaliśmy się już wcześniej, gdy w 2010 roku zadebiutowałam nim w kobiecym rajdzie pod Krakowem. Potem nasze drogi się rozeszły, aż do września ubiegłego roku. Zaprzyjaźniony właściciel sprzedał mi go praktycznie za cenę złomu. I się zaczęło.