Polskie Safari 2015 na mecie. O zawodnikach, co kulom się nie kłaniali

Blisko 150-kilometrowa trasa, którą w sobotę zawodnicy pokonywali podczas rajdu Polskie Safari 2015, z pozoru nie wydawała się ekstremalnie trudnym wyzwaniem do czasu, gdy poligon w Rembertowie zaczął srodze doświadczać pojazdy zawodników. Awarie mnożyły się, eliminując kolejne załogi lub pozbawiając je nadziei na dobry wynik. Finałowy oes ukończyło w RMPST zaledwie 14 maszyn z 27, które stanęły na starcie zawodów. Prawdziwy popis dali Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik, którzy byli najszybsi na wszystkich odcinkach specjalnych.

BMW GPR Seria 1 świetnie rozpoczęło sezon, wygrywając dwa rajdy, jednak później powrócił koszmar minionego sezonu, czyli drobne awarie, który eleminowały załogę z walki. Marcin Łukaszewski konsekwentnie poprawia jednak konstrukcję pojazdu i doczekał się nagrody - na bardzo trudnej trasie w Biedrusku samochód sprawował się bez zarzutu. - W końcu uporaliśmy się z kłopotami, które prześladowały nas przez ostatnie trzy rajdy i były następstwem pożaru w komorze silnika - mówi zadowolony Marcin. - Przeprowadziliśmy testy jak należy i efekt widać od razu. Na trzecim przejeździe Rembertowa mogliśmy trochę zwolnić, bo wyniki były już w miarę ułożone. Jesteśmy pod wrażeniem oprawy rajdu i ślemy podziękowania dla organizatorów i władz Warszawy – jeszcze nigdy nie kończyliśmy imprezy w takim otoczeniu jak Pałac Kultury i Nauki.

Zadowoleni z siebie mogą być również Piotr Białkowski i Bartosz Momot, którzy na mecie byli wolniejsi od zwycięzców o niecałe 3 minuty. Na każdym z oesów ich Hummer plasował się na 2. miejscu, regularnie odnotowując okołojednominutową stratę do BMW. Bliscy sukcesy byli off-roadowi debiutanci w BMW X3CC: Aron Domżała oraz Igor Pleskot, którzy długo plasowali się na trzeciej pozycji w "generalce", ale nie wystąpili już na finałowym oesie. W tej sytuacji na najniższym stopniu podium stanęli Piotr Gadomski i Tomasz Widera jadący Toyotą Land Cruiser - najlepsza załoga grupy TH. - Na każdym rajdzie trzeba pokonać przygotowaną przez organizatorów trasę, raz jest ona  trudniejsza, raz łatwiejsza, ale dla wszystkich taka sama - komentuje "Gibon". - Dla mnie odcinek był naprawdę dobry i ciekawy, byłoby jednak lepiej, gdyby poprzestać na dwóch przejazdach i dodać jeszcze inną, szybszą próbę. Nasz Land Cruiser to auto starej generacji. Ma zbyt wysoko umieszczony środek ciężkości, co przeszkadza w szybkiej jeździe na zakrętach. Benzynowy silnik 3.4 V6 pod względem rozwijanego momentu obrotowego nie może się równać z konkurentami. Ale auto jest warte "tylko" 25 tys. euro, czyli kilkukrotnie mniej niż konkurencyjne. Na wszystkich rajdach jeździmy w czołówce, to sprawia frajdę.

Tuż za podium rajd ukończyło rodzeństwo: Hubert i Dominika Odejewscy, których Toyota Tacoma, choć jej silnik pracował w trybie awaryjnym, okazała się najlepszym autem grupy Open. W grupie aut seryjnych T2 zwycięstwo odnieśli Grzegorz Szwagrzyk i Jakub Molitier, rzutem na taśmę wyprzedzając duet Więcławków i przy okazji korzystając z pecha Roberta Kufla, który nie ukończył ostatniego oesu.

Piaszczyste trasy w Rembertowie okazały się mordercze dla samochodów, których wiele poległo w walce (m.in. Optimus Buggy piekielnie szybkiego Josefa Machacka, Mitsubishi Pajero Darka Jedlińskiego, Nissan Patrol Aleksandra Szandrowskiego). Toyota Hilux NAC Rally Team została - dosłownie (!) - zraniona pociskiem. - Pomiędzy zacisk hamulca i tarczę wpadła łuska po naboju, co w rezultacie wyrwało z mocowań tarczę, która skutecznie zablokowała koło - mówi Paweł Molgo, który po prologu zajmował 2. lokatę. - Auto nie było w stanie jechać, nie mogłem nawet kręcić kierownicą. Gdy usłyszeliśmy hałas, byłem przekonany, że zablokował się przedni dyferencjał, z czym kiedyś mieliśmy już do czynienia. Do głowy nam nie przyszło, żeby powodu usterki szukać w kole. Los płata figle. Może za bardzo chciałem, aby w rodzinnej Warszawie wypaść jak najlepiej? Tak po prostu bywa w motosporcie. Czasem wystarczy drobnostka, by zaprzepaścić wysiłek całego zespołu. Dziś przyszedł ten moment i trzeba się z tym pogodzić. Po dziewięciu bezawaryjnych rajdach, kiedyś dobra passa musiała się skończyć. Wskazuje na to zwykly rachunek prawdopodobieństwa. Cieszymy się, że awaria nie okazała się poważna. Przed nami dwa decydujące o tytule mistrzowskim rajdy. Wszystko wciąż może się zdarzyć. Walka nabiera rumieńców!

During our free time sometimes we visit national championship events and we can't resist from filming them ;)36....

Posted by Cin Cin on 12 lipca 2015

W Rajdowym Pucharze Polski Samochodów Terenowych bezkonkurencyjny był "Japa Team", czyli Jacek Soboń i Mariusz Borowski, którzy udowodnili, że gdy auto przestanie sprawiać kłopoty, nie mają sobie równych – wygrali wszystkie przejazdy odcinka Rembertów i mimo trzyminutowej kary pewnie sięgnęli po zwycięstwo. - Trasa bardzo nam pasowała - komentują zawodnicy. - Praktycznie nie było szybkich partii, gdzie nie mamy szans konkurować – nasze auto ma dwulitrowy silnik i jeździ w teoretycznie wolniejszej grupie S1-3000. Nasza prędkość maksymalna to nawet o 30 km/h mniej niż w niektórych konkurencyjnych autach.

Jeden z głównych konkurentów Jacka – Tomasz Gołka – od rana walczył z awarią samochodu. W gronie aut znacznie bardziej zbliżonych do seryjnych (S2) po raz kolejny tryumfowali Karol Zarycki i Marcin Michalski.

W gronie motocyklistów szans rywalom nie dał Kuba Piątek. Pochodzący z Lublina młody zawodnik (niedawno skończył 24 lata) jest świetnym przykładem na to, jak własną pracą i talentem można wspiąć się na szczyt – został on laureatem Akademii Młodych Talentów Orlen Teamu i obecnie regularnie bierze udział w rajdach zaliczanych do mistrzostw świata FIM. - Bardzo się cieszę, że w końcu mogłem zaprezentować się przed polską publicznością, tym bardziej że udało mi się wygrać wracający do kalendarza rajdów terenowych, rajd Polskie Safari – mówił na mecie Piątek. - Udział w takich zawodach to doskonała okazja do sprawdzenia się w warunkach, jakie w sierpniu będą czekały na trasie rajdu Baja Poland, kolejnej rundy eliminacji Mistrzostw Świat FIM”

Wśród ekip rywalizujących quadami napędzanymi na jedną oś najszybszy okazał się Paweł Samek. W sobotę wygrał on tylko pierwszy przejazd, ale przewaga nad zwycięzcą dwóch pozostałych – Adrianem Janikiem – okazała się wystarczająca.

W obliczu trudności terenowych, jakie panowały na trasie, mogłoby się wydawać, że na uprzywilejowanej pozycji będą quady z napędem 4x4 (Q4). Jednak zawodnicy okazali się wolniejsi od "osiek". - Na pierwszym przejeździe trasa nie była jeszcze rozjechana przez samochody, jechało się bardzo fajnie, wszystko było przewidywalne - opowiada zwycięzca grupy Q4, Radosław Lindner. - Na drugim przejeździe trasa diametralnie się zmieniła, powstały koleiny przeszkadzające na zakrętach. Trzeci przejazd rzeczywiście był wyraźnie gorszy. Mimo trudności uważam, że w Warszawie czekała na nas jedna z lepszych tras – zróżnicowana, wymagająca dobrej techniki. Quady z napędem 2WD są dużo lżejsze, nasze ważą około 400 kg. Całą trasę i tak pokonałem z napędem na tył – warunki nie były na tyle ciężkie, żeby wykorzystywać przedni napęd – wtedy pogarsza się prowadzenie.

W grupie pojazdów UTV problemy techniczne Wojnarów (Waldemara jadącego z córką Kają) wykorzystał duet Robert Lamenta/Mateusz Budziło.

Uroczyste zakończenie rajdu i wręczenie pucharów miało miejsce na Placu Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Przed zawodnikami teraz okres wakacji - na rajdowych trasch spotkają się dopiero pod koniec sierpnia na Baja Poland w Szczecinie.

text i foto: Arek Kwiecień, Andrzej Jedynak, foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Polskie Safari 2015 - klasyfikacja końcowa RMPST:

Poz.NrZespół - SamochódGrupaCzasStrata

Polskie Safari 2015 - klasyfikacja końcowa RPPST:

Poz.NrZespół - SamochódGrupaCzasStrata

Polskie Safari 2015 - klasyfikacja końcowa PPRB:

Poz.NrKierowca - pojazdGrupaCzasStrata

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.