Wydrukuj tę stronę

King of the Hammers 2016 - powrót króla Millera

luty 08, 2016 0

Po odniesieniu zwycięstwa King of the Hammers 2012 Erik Miller kilkukrotnie był bliski powtórzenia sukcesu, ale zawsze coś stawało mu na przeszkodzie. Jego zła passa zakończyła się wreszcie w ostatni weekend, kiedy znów okazał się najlepszy w gronie 110 czołowych kierowców terenowych w USA. Na mecie był podwójnie szczęśliwy, bowiem został nie tylko zwycięzcą King of the Hammers 2016, ale również... - wręczając pierścionek zaręczynowy wybrace swojego serca - narzeczonym.

Po odniesieniu zwycięstwa King of the Hammers 2012 Erik Miller kilkukrotnie był bliski powtórzenia sukcesu, ale zawsze coś stawało mu na przeszkodzie. Jego zła passa zakończyła się wreszcie w ostatni weekend, kiedy znów okazał się najlepszy w gronie 110 czołowych kierowców terenowych w USA. Na mecie był podwójnie szczęśliwy, bowiem został nie tylko zwycięzcą King of the Hammers 2016, ale również... - wręczając pierścionek zaręczynowy wybrace swojego serca - narzeczonym.

Tym samym Erik Miller dołączył do elitarnego grona trzech innych kierowców, którzy również dwukrotnie triumfowali w Johnson Valley: Shannona Campbella, Lorena Healy oraz Randy'ego Slawsona. W USA zawody King of the Hammers uznawane są za najtrudniejszy jednodniowy wyścig pustynny na świecie, a sławą konkurują jedynie z Baja 1000.

Tegoroczna edycja rajdu miała krótszą niż w ubiegłym roku trasę o długości 283 kilometrów (w porównaniu do 354 km). Mimo to nawet Erik Miller stwierdził na mecie, że jeszcze nigdy w życiu nie był tak zmęczony po zawodach. - Nie wiem, jak organizatorom to się udało. Trasa była krótsza, ale jeszcze trudniejsza niż zwykle - kręcił głową.

Formuła King of the Hammers jak zawsze stanowiła połączenie rajdu pustynnego w stylu cross-country z ekstremalnie trudnym rockcrawlingiem. Na zawodników czekały złowieszczo brzmiące przeszkody takie jak Jackhammer, Chocolate Thunder czy Wrecking Ball. Kierowcy musieli wykazać się umiejętnościami zarówno szybkiej jazdy z prędkością 160 km/h, jak i precyzyjnej wspinaczki po skałach. Ich maszyny w niemal cudowny sposób łączyły zdolności do poruszania się w krańcowo odmiennych warunkach terenowych. Oglądając relację na żywo, na którą Was zapraszaliśmy w zeszły piątek, można było zobaczyć nawet takie figury, jak rolowanie przez dach z lądowaniem na kołach, co nawet na moment nie przeszkodziło kierowcy w kontynuowaniu dalszej jazdy.

Erik Miller na trasę ruszył z odległej 27. pozycji, którą wywalczył w kwalifikacjach. Już po pierwszym okrążeniu był piąty, a niedługo później objął prowadzenie. Na finałowym odcinku rockcrawlingu uciekł Jasonowi Schererowi na dystans ponad 20 minut i nie pozwolił się już dogonić aż do mety. Trzecie miejsce wywalczył Raul Gomez, a czwarte - z blisko godzinną stratą - Shannon Campbell.

Jak w każdych zawodach końcowy rezultat ma ogromne znaczenie, ale dla wszystkich off-roaderów najważniejsza była możliwość wzięcia udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu. Wielu z nich spędziło w terenie prawie pół doby, wzajemnie sobie pomagając w najtrudniejszych chwilach. Do mety dotarło tylko 31 załóg - reszta nie zmieściła się w czasie, lub została pokonana przez awarie. 

AK, fot. Jason Zindroski of HighRev Photography / Race-Dezert.com

2016 Nitto King of the Hammers:
1. Erik Miller – 7:30:55
2. Jason Scherer – 7:55:28
3. Raul Gomez – 8:23:55
4. Shannon Campbell – 8:26:22
5. Bailey Campbell – 8:46:15
6. Jason Shipman – 8:52:38
7. Brian Caprara – 9:9:44
8. Randy Slawson – 9:22:54
9. Macy Higgins – 10:49:55
10. Clay Gilsrap – 11:22:53




Najnowsze od TERENOWO.PL