Wydrukuj tę stronę

Bałtowskie Bezdroża Dragon Winch Maraton 2018 - przeprawowy slalom gigant

październik 08, 2018

Pamiętacie to uczucie z dzieciństwa, gdy po zjedzeniu przepysznego pucharu z lodami z polewą czekoladową przyszła Wam do głowy myśl: „Ach, znalazłoby się miejsce na jeszcze jedną gałkę”? Organizatorzy rajdu Bałtowskie Bezdroża – tercet Lichotów – postanowili w tym roku spełnić Wasze życzenie i wydłużyć swój wychwalany wszem i wobec rajd o dodatkowy dzień, dzięki któremu żaden zawodnik –  nawet ten, któremu po drodze powinęła się noga i nie osiągnął mety – nie opuszczał Bałtowa głodny wrażeń. 

IMG 0623Po „wiosennej” edycji Bałtowskich Bezdroży Dragon Winch 2018, na której zawodnicy przemarzli do szpiku kości, walcząc nieoczekiwanie nie tylko z trasą i rywalami, ale również odpierając atak zimy, tym razem na „jesiennej” edycji maratonu aura okazała się nader łaskawa. Bezchmurne niebo, letni wiaterek, mieniące się kolorami liście drzew odegrały – wraz z dodatkowym dniem zmagań – rolę owego naddatku sprawiającego, że rajd okazał się prawdziwą ucztą dla kubków smakowych każdego, nawet najbardziej wybrednego off-roadera. 

Początek był tradycyjny. Na dnie wyrobiska Kopalni Sudół w ramach prologu każda z klas rywalizowała o pozycję startową do etapu nocnego. Strategie były różne – jedni szli na całość, inni oszczędzali się, mając świadomość, że przed nimi jeszcze wiele kilometrów i godzin zmagań. Rajdowa euforia czasem okazywała się zgubna – dwie załogi zaliczyły efektowne świece, po których wylądowały na dachu, co nie przeszkodziło im jednak szybko wrócić na trasę. Ostrzeżeniem dla wszystkich było również kilka pechowych awarii.

IMG 0401

Zapadający zmierzch ponaglał zawodników do wyjazdu na etap nocny. Ze względu na wydłużenie rajdu organizatorzy poszli im na rękę, wyznaczając do pokonania tylko dwa oesy, na których przeważały przeszkody w postaci trawersów oraz licznych stromizn. Tym razem już nikt nie oszczędzał sił, piloci biegali po zboczach co sił w nogach popędzani okrzykami (czasem nieparlamentarnymi;) swych kierowców, a samochody tańczyły na linach wyciągarek, obijając się o drzewa i zawisając w spektakularnych pozach. Tuż po starcie „nocki” tytuł Pechowca Rajdu powędrował do Jana Ciemnego z Jawan Team, który po wywrotce na prologu już na pierwszym oesie stoczył się ze stoku, zaliczając cztery rolki i dwa boki. Dużym kunsztem wykazali się Mariusz Niemiec i Karol Obrał z Misio Team, opierając się na jednym z trawersów podwoziem o... drzewo. Najlepsze czasy wykręcały jednak trzy zespoły, w których wszyscy upatrywali faworytów klasy Extreme: Musz Team, Alfanet Team i Low Range Team. W klasie Adventure noc należała do Jacka Szczęcha i Tadeusza Michalca, którym konkurenci deptali jednak po piętach.

IMG 1021

Danie główne, czyli piątkowy etap składający się dla klas Extreme i Adventure z pięciu oesów stał pod znakiem prób leśnych oraz błotnych. Po nocnej rozgrzewce zawodnicy szybko i sprawnie pokonali pierwsze przeszkody sprawdzające ich zmysł równowagi oraz umiejętność właściwej asekuracji wyciągarkami. A później... zaczęła się mokra robota! Kanał Mistrzów to jedyna w Polsce pokryta zieloną rzęsą, kilkusetmetrowa pływalnia dla samochodów oraz ich pilotów, w której nietrudno o „pełne zanurzenie”. Współczesne zmoty bez trudu radzą sobie nawet z takimi wyzwaniami. Oesem, który w tym roku sprawił zawodnikom z Extreme najwięcej kłopotu, okazał się bagnisty Slalom Gigant. Wydawało się, że to właśnie on rozstrzygnie losy zwycięstwa - „niezatapialne” EVO7 „Małyszów” po niecałych 22 minutach zameldowało się na mecie, wychodząc na prowadzenie przed załogę Muszów, która przeżywała koszmarne problemy z rwącymi się linami wyciągarki. Ostatecznie Musztang okazał się o ponad godzinę wolniejszy od Jimny, ale rzutem na taśmę zdołał jeszcze – jako jedyne auto Extreme – pokonać Kanał Pijanego Sołtysa. Sztuka ta nie udała się Jimny, w którym padł pstryczek-elektryczek od rozruchu silnika. Tym samym bracia Muszowie objęli prowadzenie w zawodach z pewną ponad 40-minutową przewagą nad rywalami. W klasie Adventure na koniec dnia sytuacja wciąż znajdowała się pod kontrolą duetu Szczęch – Michalec.

IMG 0610Sobotni, decydujący etap w obu najmocniejszych klasach znów został zdominowany przez piekielnie trudne, leśne trawersy. Zawodnicy z roku na rok bardziej doświadczeni w ich pokonywaniu coraz częściej ośmielali się na mrożące krew w żyłach akcje, takie jak pokonywanie pionowych ścian na kołach, bez pomocy wyciągarki, czy też przejazdy w poprzek stromizn bez asekuracji, a jedynie z pilotem wiszącym u boku auta. Boleśnie jednak o fakcie przyciągania ziemskiego  przekonał się Maciek Musz, który próbując złapać toczące się po zboczu koło zapasowe, wybił bark i wylądował w szpitalu. Liderów rajdu poratowała jednak załoga Waldemar Cesarz – Krzysztof Szalacha, która wycofała się z dalszej jazdy, a jej pilot zajął miejsce obok Jacka Musza, ratując ich zwycięstwo w rajdzie.

Załogi Adventure tuż przed metą dokonywały jeszcze krótkiego przejazdu starorzeczem, wdrapywały się na stromy brzeg kanału i mogły już świętować ukończenie maratonu, który na pewno długo jeszcze będą wspominać – zwłaszcza Jacek Szczęch i Tadeusz Michalec którzy okazali się najlepsi. Zawodnikom Extreme organizatorzy oszczędzili walki na finałowym oesie, co było roztropnym posunięciem w obliczu faktu, że przedostatni odcinek pokonały tylko trzy załogi. Wśród nich Jacek Musz i jego rezerwowy pilot  Krzysztof Szalacha, którzy wraz z kontuzjowanym Jackiem Muszem mogli świętować triumf w rajdzie (PEŁNE WYNIKI KLASY EXTREME I ADVENTURE). Najlepszymi Wyczynowcami maratonu zostali Adam Ciota i Szymon Czerski (PEŁNE WYNIKI WYCZYNU), a Turystami o sportowym zacięciu – Jacek i Bartosz Tomczakowie (PEŁNE WYNIKI TURYSTYK SPORT).  

Bałtowskie Bezdroża Dragon Winch Maraton potwierdziły status najtrudniejszego rajdu przeprawowego w Polsce, który tym razem rozrósł się na dodatek do rozmiaru XXL. Choć czasem słychać było głosy, że fragmenty bywają już „za trudne”, wydawało się, że na najlepszych, odpornych na działanie grawitacji, nie czyniły one większego wrażenia. Rozmiar przedsięwzięcia, którego co roku podejmują się organizatorzy, najlepiej wyraża się w ilości materiałów zakupionych do wyznaczenia odcinków specjalnych. W tym roku zużyli aż 45 kilometrów taśm! Wysiłek opłacił się, bo chyba nikt nie opuszczał Bałtowa niezadowolony. W najlepszych humorach do domów wracali zaś zwycięzcy – dzięki firmie Dragon Winch w nagrodę polecą bowiem do Moab! Kolejną okazją, by zmierzyć się z legendą Bałtowa już za rok: 4-6 października 2019.

Text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

IMG_0108.JPG IMG_0164.JPG IMG_0194.JPG

IMG_0209.JPG IMG_0232.JPG IMG_0333.JPG

IMG_0448.JPG IMG_0492.JPG IMG_0501.JPG

IMG_0504.JPG IMG_0583.JPG IMG_0586.JPG

IMG_0610.JPG IMG_0613.JPG IMG_0620.JPG

IMG_0623.JPG IMG_0635.JPG IMG_0635_2.JPG

IMG_0637.JPG IMG_0643.JPG IMG_0651.JPG

IMG_0680.JPG IMG_0738.JPG IMG_0780.JPG

IMG_0782.JPG IMG_0790.JPG IMG_0793.JPG

IMG_0820.JPG IMG_0838.JPG IMG_0843.JPG

IMG_0867.JPG IMG_0896.JPG IMG_0907.JPG

IMG_0917.JPG IMG_0920.JPG IMG_0946.JPG

IMG_0964.JPG IMG_1010.JPG IMG_1021.JPG

IMG_1045.JPG IMG_1052.JPG IMG_1072.JPG

IMG_1093.JPG IMG_1127.JPG IMG_1188.JPG

IMG_1208.JPG IMG_1236.JPG IMG_1345.JPG

IMG_1376.JPG IMG_1423.JPG


WIĘCEJ ZDJĘĆ: https://www.facebook.com/pg/Terenowopl-portal-4x4-169282503114668/photos/?tab=album&album_id=2618708114838749
Ostatnio zmieniany środa, 06 listopad 2019 16:44