Land Serwis

Wiertarka na niezależnym, czyli Unitest Rally Team na Rally Albania 2014

Jedziemy na Rally Albania! - ok, super, w końcu jakiś nowy kierunek, ale... co to w ogóle jest za rajd? Kilka suchych informacji w internecie, niewiele zdjęć i jakieś szczątkowe opinie. Pewni jesteśmy jednego - do zrobienia będzie prawie 2000 km w 6 dni i raczej po górach – brzmi fajnie? No to to ruszamy! Jedziemy w pięć osób, każdy z nas ma zupełnie inne wyobrażenia o tym, co nas czeka. Każdy ma inną funkcję i związane z nią obowiązki podczas rajdu. Łączy nas jeden cel – dotrzeć wspólnie do mety Rally Albania 2014.

Po dwóch dniach drogi połączonych z kilkoma atrakcjami na przejściach granicznych udało się w końcu dotrzeć do Tirany. W tej edycji Unitest Rally Team jest jedynym zespołem z Polski. Poza nami startuje około 140 załóg – z czego tylko 30 w kategorii samochodów.  Zapisy, badania kontrolne i tutaj pojawia się kilka problemów, bo według regulaminu auto do pięciu niedużych zmian zalicza się do klasy seryjnej, a tymczasem modyfikacje w naszej Vitarze – m.in. chłodnica umieszczona z tyłu i po dwa oryginalne amortyzatory na koło  - oznaczają już dużą przeróbkę samochodu. Poza tym wszystko przebiega płynnie  i zgodnie z europejskimi standardami.

Rajd rozpoczął się od oficjalnej ceremonii w centrum Tirany. Rampa, ministrowie i skwar były nie do wytrzymania  - w dalszym ciągu jeszcze  nie wiedzieliśmy, z czym przyjdzie nam się mierzyć.

Prolog – dosyć krótki odcinek, głównie korytem rzeki. - Roadbook był  idealnie opisany, mimo to szliśmy na 70% swoich możliwości, aby nie uszkodzić niczego na kamieniach - mówił Daniel Burzyński, pilot Unitest Rally Team. Jednak to wystarczyło, aby uzyskać pierwsze miejsce w swojej klasie oraz 9. w klasyfikacji generalnej.

Poniedziałek to trzy oesy z Tirany do Peshkopi, których łączna długość wraz z dojazdówkami to około 500 km. - Pierwszy oes, jakieś 160 km,  od razu rzucił nas na głęboką wodę.  Wjazd na wysokość 1500 m n.p.m.,  część trasy bardzo kamienista - pierwsze postoje (jakieś stukania w aucie, jakby coś się urwało - a to tylko wpadały nam kamienie pod osłonę podłogi), no i te przepaście!!! (choć jak się okazało te były jeszcze malutkie) Drugi oes krótszy, w 60% dużo szybszy,  ale były też partie dla nas wolne ze względu na przepaście, nad którymi mocno ograniczaliśmy prędkość, a tymczasem miejscowi lecieli koło nas pełnym ogniem - relacjonował na mecie oesu Sebastian Ciuła, kierowca Unitest Rally Team.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w Albanii „trasa nad przepaścią” oznacza ciągłą jazdę na krawędzi, a każdy błąd może zakończyć się upadkiem z naprawdę dużych wysokości bez nadziei na napotkanie jakiegokolwiek drzewa, na którym można by się zatrzymać. Na szczęście dla polskiej załogi 3. oes został odwołany. Samochód miał już dosyć, a sama dojazdówka również do lekkich nie należała. Każdy z nas poruszał się innym środkiem transportu (press car do campów zjeżdżał jako jeden z pierwszych), dlatego na bazie spotkaliśmy się dopiero koło drugiej w nocy.

Kolejny dzień składał się z dwóch odcinków specjalnych biegnących po parku narodowym, a ich łączna długość wraz z dojazdem wynosiła 270 km. Podczas tej krótkiej nocy nasz mechanik Karol Kulaga wymienił amortyzatory i dokonał innych drobnych napraw.

Start był udany, ekipa od samego początku doganiała inne samochody. Jednak dosyć szybko złapała pierwszego kapcia. Po wymianie koła znowu wyprzedzili kilka samochodów, ale w pewnym momencie droga stała się kamienista, a prędkości gwałtownie spadły do 10-20 km/h. I tutaj kolejny kapeć a wraz z nim panika, ponieważ skończyły się zapasowe koła, a przy albańskich warunkach „kapeć” oznacza od razu rozerwaną oponę i zmieloną felgę. Do tego w połowie oesu doszła awaria układu kierowniczego. W ten sposób 30 km trasy krętymi górskimi drogami zajmuje chłopakom pół dnia.

We środę trasa wiodła z Pershkopi do Orikum.  Kolejny maratoński dzień i ponad 500 km. Sebastian oraz Daniel pomimo iż byli lekko załamani wydarzeniami poprzedniego dnia, postanawili jednak walczyć dalej. Pierwsze dwa oesy minęły bez większych przygód. Przy trzecim pojawiły się znowu przepaście, tym razem jeszcze większe. Wjazd krętymi drogami na wysokość 1850 m n.p.m., potem ciągły zjazd, do tego widoki jak w bajce. Pod koniec niestety samochód zawiesił się w koleinie nad przepaścią, a próby użycia wyciągarki nic nie dały, bo jeśli było już jakieś drzewko, to za małe. Po około 1,5 h znikąd pojawiło się nagle dwóch mężczyzn na osiołkach (rozmawiających oczywiście przez telefony), którzy pomogli uratować zawieszony samochód. Ekipa na metę wpadła w ostatnich chwilach przed zamknięciem limitu czasowego – kolejny etap zaliczony.

Na czwartek zaplanowano krótki odcinek. Poważny błąd w roadbooku spowodował odwołanie etapu dla motocyklistów, podczas gdy samochody krążyły, szukając mety. Nastroje w teamie były lekko nadwyrężone. Całe szczęście baza w Orikum umieszczona nad samym brzegiem morza złagodziła atmosferę.

Odcinek piąty, z Orikum do Tirany, znowu liczył blisko 500 km! Na dwóch pierwszych oesach Sebastian  i Daniel dawali z siebie wszystko, odrabiając straty do rywali – w końcu były to odcinki „pod” Vitarę: dużo szutrów, a przepaście zasłonięte drzewami. Odcinek trzeci był bardzo krótki, bo miał tylko 35km, więc miało być łatwo. Jednak już na początku pojawił się błąd w roadbooku, który zapoczątkował całą lawinę pecha. - Drogę odnaleźliśmy dopiero po godzinie od startu, a zaraz potem zawiesiliśmy auto w koleinie na wale przeciwpowodziowym!!! Uratowało nas dwóch pastuchów i miejscowa załoga z Samuraja,  no więc zaczęliśmy iść na maxa (bo odcinki były idealne dla nas), lecz 1 km po tym incydencie złapapliśmy kapcia!!! Załamani straciliśmy chyba z 20 min.  na wymianę koła, lecz znowu wróciliśmy do gry!! Pełny ogień i 5km przed końcem oesu w wąskim lesie przed nami wyskoczył miejscowy VW Golfem jadący na czołówkę!! Całe szczęście nikomu nic się nie stało, straciliśmy tylko skręt. Zaczekaliśmy na organizatora, aby ten wykupił golfika, po czym z prędkością 5km/h  dotarliśmy do mety – relacjonowali nasi zawodnicy.

Ostatni dzień i finałowe 30 kilometrów. Karol całą noc wskrzeszał samochód. Wiedząc, że strata była już nie do odrobienia, załoga Unitest Rally team postanowiła, że pojedzie spokojnie i bez ciśnienia. Trasa znowu biegła korytem rzeki. Po 5 km Vitara zaczęła tracić wodę, a wskaźniki temperatury szybko wędrowały w górę, dlatego jedyną opcją na dojechanie do mety było przejechanie trasy... na „pełnym ogniu”. Na ostatnim kilometrze nasza załoga wyprzedziła jeszcze kilka samochodów, co poważnie zmotywowało do walki ekipę 301, która na ostatnich metrach przed metą, podczas próby wyprzedzenia, uderzyła w tył Vitary, powodując tym samym kolizję, w której udział wzięły jeszcze 2 samochody.

Ceremonia rozdania nagród odbyła się z wielką pompą – oprawa i atmosfera, jakie tam panowały, nawet w  minimalnym stopniu nie przypomina żadnego z naszych rodzimych rajdów.

- Jadąc na Rally Albania, chciałem wygrać celeb news ten rajd, lecz realia okazały się inne. Kilka awarii, drobne pomyłki nawigacyjne, ale przede wszystkim 24h kary w drugi dzień rajdu za ominiecie waypointów przekreśliły  szanse na zwycięstwo. Przed rajdem myślałem, że trasa będzie raczej szybka, szutrowa, a okazało się, że jest to raczej impreza off-roadowa z elementami przeprawy i jazdą po megakamieniach z prędkością 20 km/h na dystansie 50 km. Z cross-country miało to niewiele wspólnego. Recepta na ten rajd? Jechać wolniej niż wszyscy i nie omijać waypointow. Jednak każdemu, kto nie był w Albanii ,mogę polecić ten rajd - odkrywa on każdą stronę tego pięknego kraju - powiedział po wszystkim Sebastian Ciuła.

- Po takich przygodach uważam ukończenie tego rajdu za wielki sukces i wielkie doświadczenie na przyszłość. Udowodniliśmy, że Wiertara na niezależnym zawieszeniu dała radę, no i nasze granice strachu przesunęły się bardzo bardzo daleko - mówił Daniel Burzyński na mecie rajdu.

Podsumowując – jest to naprawdę piękny i wyjątkowy rajd, mocno obsadzony przez teamy z całej Europy, jednak nie bez przyczyny startuje w nim trzy razy więcej motocykli niż samochodów. Trasy dojazdów, którymi przemieszczał się choćby PressCar robiły wrażenie, a przekroczenie bariery 40hm/h bywało nie lada wyczynem.

text&foto: Sandra Biegun

Zasłużona "Wiertarka", która walczyła na Rally Albania, wystawiona została na sprzedaż. Z Sebastianem Ciułą, który zamierza obecnie skoncentrować się na startach Navarą T1 w RMPST, można skontaktowac się telefonicznie pod nr. 500284502.

Inne zmoty:

  • Toyota Tacohil - amerykański sen zespołu RaceCars
    Toyota Tacohil - amerykański sen zespołu RaceCars

    Janusz Ellert i Tomek Kwaśniewski po dwóch latach nieobecności na rajdowej scenie wracają na trasy w nowym aucie. Toyota Tacohil zbudowana w warsztacie ProXcars to prototypowa rajdówka wykorzystująca elementy m.in. Tacomy, Hiluxa, Land Cruisera 120 oraz licznych podzespołów stosowanych na co dzień przez amerykańskich off-roaderów. Premierowy start już za tydzień na Baja Drawsko, a dla rozbudzenia apetytu posłuchajcie opowieści Janusza o niepowtarzalnej Toyocie Tacohil.

  • Etatowy pomocnik – serwisowy MAN F2000
    Etatowy pomocnik – serwisowy MAN F2000
    Gdy rajd Dakar przeniósł się z Afryki do Ameryki Południowej, wozami serwisowymi większości teamów stały się komfortowe, duże ciężarówki przystosowane do szybkiej jazdy po drogach asfaltowych, ale bezradne w konfrontacji z terenem. Na ich tle serwisowy MAN F2000 zespołu NAC Rally Team wygląda być może nieco archaicznie, ale swoimi możliwościami bije je na głowę.
  • Odlotowa Biedronka by FAZI
    Odlotowa Biedronka by FAZI
    Wybór właściwej nazwy dla terenówki stanowi nierzadko dylemat równie istotny co decyzja, jak auto ma wyglądać, czy jaki silnik ma go napędzać. Po polskich bezdrożach hasają już przeróżne Graty, Czołgi, Pokraki i Zordragi. Brzmi groźnie, prawda? Od pewnego czasu można jednak zauważyć nieco łagodniejszą tendencję proekologiczną, czego dowodem są m.in. Szerszeń Miastko Teamu czy Stokrotka Hani Soboty. Dziś przedstawimy Wam off-roadowego chrząszcza zaliczanego do stawonogów o wdzięcznej nazwie Biedronka, którego właścicielem jest – nomen omen – miś Fazi.
  • Fał Ósemka Szczurów (2009), czyli Patrol Evo III z Ełku
    Fał Ósemka Szczurów (2009), czyli Patrol Evo III z Ełku
    Po kilku latach taplania się w błocie, znudziło się nam przerabianie i ciągłe ulepszanie wysłużonego już przez kilka sezonów auta. Postanowiliśmy zbudować nową wyścigową przeprawówkę od podstaw. Miała być silna, wygodna, niewysoka i niezawodna… Miała spełniać nasze osobiste wymogi: nie za ciasna dla „Szczura” i nie za obszerna dla „Cichego”… To tak jak idealna kobieta dla nas obu:)
  • Suzuki Grand Vitara EBC, czyli SUV-em w błoto
    Suzuki Grand Vitara EBC, czyli SUV-em w błoto
    Kiedy to już trzeci Samuraj wyczerpał moje pokłady miłości i znalazł nowego właściciela pomyślałem, że nadszedł czas skończyć z ewolucją i zacząć rewolucję. Czas na niezależne zawieszenie!
  • Stoi na stacji lokomotywa. Lekka, malutka i Ciuchcia 4x4 się nazywa...
    Stoi na stacji lokomotywa. Lekka, malutka i Ciuchcia 4x4 się nazywa...
    Bielski serwis Extrem 4x4 słynie ze swych nietypowych realizacji, które nie tylko egzotycznie wyglądają, ale jednocześnie potrafią jeździć w terenie. A to urodzą Smoczycę, a to skombinują Fiata 500 4x4, a to wcisną trochę nitro pod maskę Patrola... Ich najnowsze dzieło swą ekstrawagancją bije wszystkie wcześniejsze na głowę (a raczej na komin), choć jest z nich... najwolniejsze.