| Campus Australia Expedition 2011 (14-18.08) – w krainie czarów |
|
ZOBACZ TAKŻE: Campus Islandia Expedition (13.08) – nad błękitną laguną | Campus Islandia Expedition 2011 (9-12.08) – polonijne spotkania | Campus Islandia Expediton 2011 – pod wulkanem (3-8.08) | Campus Islandia Expedition 2011 – na oparach (1-2 sierpnia) | Campus Islandia Expedition 2011 – spotkanie z Humbakiem (29-31.07) | Campus Islandia Expedition 2011 – nowe wyzwanie Michała Reja Wtorkowy poranek rozpoczęliśmy od kolejnej dawki porządnego offroadu. Kilometrów nie było dużo, ale było fajnie. Islandzki interior zachwyca niesamowicie, po przejechaniu parunastu kilometrów surowy, lawowy krajobraz potrafi zmienić się w zielony. Po południ dotarliśmy do Landmannalaugar, zwanego dziką krainą czarów. Unosząca się z każdej doliny para dodaje mistycyzmu i ujawnia istnienie przecinających ten teren rzek, sadzawek i strumieni. Nazwa Landmannalaugar oznacza po polsku „łaźnię ludzi lądu”. Camping nad gorącym jeziorkiem jest naprawdę duży, słychać chyba wszystkie języki świata. Stwierdziliśmy, że wieczorem nie będziemy siedzieć w gorących źródłach jak szprotki w puszce i zaplanowaliśmy sobie kąpiel na następny dzień rano. Korzystając z dobrodziejstwa ogrzewania Webasto, nie musieliśmy się rozgrzewać przed pójściem spać. Nasza decyzja okazała się słuszna w 100%, rano w gorącym jeziorku o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych oprócz nas były tylko 2 osoby. Miejsce to tak nam przypadło do gustu, że postanowiliśmy zrobić sobie dzień wolnego i cieszyć się jego urokiem i atrakcjami przez kolejny dzień. W czwartek ruszyliśmy kawałek na północ, aby dotrzeć do ścieżki prowadzącej od drogi F 228 do schroniska górskiego Jokulheimar, koło którego chcieliśmy sprawdzić możliwość przejazdu prze rzekę Tungnaa. Niestety jest to rzeka wypływająca wprost z lodowca i przy temperaturach, które panowały, nie było żadnej możliwości jej przekroczenia brodem. Wycofał się nawet duży islandzki SuperJeep na 44-calowych kołach. Brak możliwości przejechania tej rzeki zaowocował powrotem tą samą trasą i noclegiem znowu przy gorących źródłach. Michał Rej, fot. Piotr Stańczak |












