Land Serwis

Balkan Off-road Rally 2017 – bombowy maraton

Ponad 2000 kilometrów jazdy w terenie wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów Bułgarii. Bardzo mocna stawka zawodników gwarantująca rywalizację na najwyższym poziomie. Świetna atmosfera i sprawna organizacja, która z roku na rok jest coraz lepsza. Taki był zdaniem Adama Bomby rajd Balkan Off-road Rally 2017, który zakończył się w poprzedni weekend. Na mecie maratonu zameldowały się dwie polskie załogi samochodowe klasy cross-country.

Dla Adama i Michała Bombów był to już trzeci występ w tej prestiżowej imprezie, którą można nazwać „powakacyjną” wersją Breslau Poland. W odróżnieniu od maratonu, który rozgrywany jest na polskich poligonach wojskowych, zawody bułgarskie odbywają się w „otwartym” terenie, dzięki czemu zawodnicy mają nieco więcej oddechu. Obce jest im również wrażenie „kręcenia się” w kółko, mimo że trzy etapy mają charakter pętli, ze startem i metą w tym samym obozie. Do tego dochodzą dwa długie etapy maratońskie i trzy krótsze, które i tak ponad 200 km długości. W sumie klasa cross-country pokonuje 2402 km, z czego 1715 na czas. 

- W „Balkan” startowałem po raz trzeci w karierze i nieobiektywnie powiem, że to najfajniejszy rajd, jaki znam! - mówi Adam Bomba pilotowany w rajdzie przez swojego brata Michała. - Można najeździć się do syta, czerpiąc przy tym mnóstwo frajdy, naoglądać się widoków, a jednocześnie auto nie dostaje aż tak w kość jak na polskich poligonach. Podoba mi się organizacja (z każdym rokiem coraz lepsza), a jedyny problem, czyli brak systemu ostrzegawczego w rodzaju Sentinela, ma być rozwiązany już w przyszłym roku.

W tym roku to właśnie kurz był przyczyną co najmniej dwóch groźnych zdarzeń na trasie. Jadąca pod prąd załoga SSV-a, która wcześniej zgubiła trasę, zderzyła się czołowo z holenderskim Bowlerem. W wyniku wypadku ranni zawodnicy zostali przetransportowani do szpitala. Chwile grozy przeżyła również polska załoga Solter Rally Team, która z powodu braku widoczności przewróciła swoją Toyotę na jednym z zakrętów. Na szczęście nikt bezpośrednio za nimi nie jechał, bo mógłby nie mieć szans na ominięcie przeszkody. System ostrzegający załogi o zbliżaniu się szybszego od nich pojazdu (w rodzaju dakarowego Sentinela) będzie wymuszał na nich konieczność zjechania na bok i przepuszczenia rywala.

- Czasem jechaliśmy w kurzu za maruderami nawet przez 30 kilometrów, co było bardzo frustrujące – opowiada Adam. – Propozycje zmian celeb gossip oceniam więc bardzo dobrze, bo to znacząco poprawi również bezpieczeństwo załóg na trasie.

Załoga polskiego Bowlera Nemesis również nie miała łatwo w czasie rajdu. W pewnym momencie jej auto wypadło z trasy i było blisko uderzenia w przydrożne drzewa. Skończyło się tylko na uszkodzeniu końcówki drążka kierowniczego – na szczęście zapasowa jechała w bagażniku, więc po 5 minutach naprawy rajdówka znów mogła kontynuować jazdę. Bardzo ciężki był etap przedostatni, podczas którego padał ulewny deszcz. Niektórzy porównywali warunki panujące na trasie do słynnej „Ładogi”. Auta cross-country momentami były zmuszone jechać z prędkością 20 km/h, „tańcząc” na śliskiej drodze. Ostatecznie na trasie utworzył się korek, a organizator był zmuszony do neutralizacji odcinka.

Najtrudniejszy dla „Bombów” był jednak etap, na którym zgubili trasę, co zmusiło ich do „zwiedzenia” Bułgarię. Blisko 40 minut straty spowodowane także uszkodzeniem wahacza zepchnęło ich w dół klasyfikacji, a w perspektywie uniemożliwiło im walkę o podium rajdu.

- W rezultacie na kolejnych etapach rozpoczynaliśmy jazdę, startując z odległych pozycji, co zmuszało nas do częstego wyprzedzania rywali – mówi Adam Bomba. – Nie wszyscy nam ustępowali i nie zawsze również byliśmy w stanie ich objechać ze względu na kurz i wąskie leśne drogi. Myślę, że 3. miejsce było w naszym zasięgu, bo dwie najlepsze załogi były już zupełnie bezkonkurencyjne.

Mowa o Holendrze Ronaldzie Schooldermanie w Toyocie i Franku Stenskym w Mercedesie, którzy przez pełne osiem dni toczyli zacięty pojedynek o zwycięstwo. Tracący kilka minut do rywala Stensky starał się atakować nawet na ostatnim, „pokazowym” etapie, którego trasa prowadziła po nadmorskiej plaży, co zresztą skończyło się dla niego fatalnie. Zbyt wysoka prędkość spowodowała, że Gelenda dachowała na prostej drodze, a w rezultacie niemiecka załoga nie tylko nie wygrała rajdu, ale również nie zachowała drugiego miejsca w klasyfikacji, które oddała bułgarskiemu duetowi w Suzuki Vitarze.

- Samochodowa klasa cross-country na Balkan Offroad Rallye jest bardzo dobrze obsadzona – mówi Adam Bomba. – Toczyliśmy bezpośrednią rywalizację z 37 autami, a na tej samej trasie walczyło również 21 szybkich SSV-ów. Oczywiście część załóg traktowała rajd jako przygodę, ale pozostali podchodzili do rywalizacji bardzo poważnie. Niektóre samochody posiadały homologację T1, a na co dzień opiekowały się nimi profesjonalne zespoły serwisowe. Już na starcie oceniałem, że miejsce w TOP10 będziemy mogli uznać za sukces.

Załoga Bomba Rally Raid Team ostatecznie uplasowała się na miejscu 6., tracąc do zwycięzców 2h 26 min. 22. lokata przypadła Bernardowi Afeltowiczowi i Piotrowi Sołtysowi, którzy w wyniku wypadku nie ukończyli jednego z etapów, a na kolejnym byli zmuszeni wziąć taryfę (Piotr był na badaniach kontrolnych w szpitalu, a Toyotę naprawiali mechanicy). Nieszczęście, które ich spotkało, nie tylko nie podcięło im skrzydeł, ale wręcz przeciwnie – dodało im animuszu, co odzwierciedlają wyniki kolejnych etapów (niemal stała obecność w dziesiątce najszybszych aut). Wielka szkoda, że po zakończeniu rajdu Bernard Afeltowicz ogłosił koniec swojej przygody z cross-country. Z kronikarskiego obowiązku należy również wspomnieć o starcie Artura Pesty i Przemka Budki w klasie SSV cross-country, którzy nie ukończyli jednak 2. etapu i wycofali się z zawodów.

- My na „Balkan” będziemy wracać tak długo, jak się tylko da! - podsumowuje Adam Bomba. - Mogę o nim mówić w samych superlatywach, a najbardziej podobało mi się to, że codziennie na etapach „zamykaliśmy” licznik na maksymalnej dla nas prędkości 165 km/h. Taka jazda po prostu mnie urzeka!

AreK, fot. Dutch Rally Press, Actiongraphers | www.actiongraphers.com