Land Serwis

Wywiad ze Zbigniewem Popielarczykiem, zdobywcą Pucharu Polski 2008

Zbigniew Popielarczyk to drugi kierowca obok Darka Luberdy, który dwukrotnie już zwyciężył w klasyfikacji końcowej Pucharu Polski OFF-ROAD PL. Tegoroczny sezon już za nim, choć nie do końca - w grudniu wystartuje w słynnym Rainforest Challenge, ale niestety tylko w roli załogi wsparcia.

Arek Kwiecień: Gratuluję ponownego triumfu w pucharze. Kropkę nad i postawiłeś na ostatniej rundzie w Dynowie, pewnie ją wygrywając. Zwycięstwo przyszło Wam z łatwością?
Zbigniew Popielarczyk: Wręcz przeciwnie! Rajd w Dynowie był długi, wymagający i oferował jedną z najciekawszych tras w sezonie. Trudną technicznie, a zarazem bezpieczną dla uczestników rajdu. Naprawdę było z czym powalczyć. Przeważały odcinki leśne, pokonywaliśmy sporo trawersów, a mój pilot musiał się nieźle nabiegać z liną. W pewnym momencie przeciągaliśmy samochód, gdy ten leżał na boku. Jechałem na dwóch kołach, szorując kabiną po ścianie parowu. Gdy Rafał, mój pilot, chciał zająć miejsce z powrotem w fotelu, okazało się, że nie ma tam dla niego miejsca – pół kabiny było zasypane ziemią.
Bardzo dobrze radziliśmy sobie na etapie nocnym. Nikt nas wówczas nie doszedł, całą trasę pokonaliśmy samotnie. Mocne tempo narzucił na samym początku Rafał, który stwierdził, że jest śpiący i chce szybko wracać do łóżka. Jeszcze nigdy nie widziałem go biegającego z taką werwą:) Etap pokonaliśmy błyskawicznie, zachowując – co najważniejsze – zdrowy rozsądek. Tylko raz popełniliśmy minimalny błąd – zjeżdżaliśmy po stromym stoku bez asekuracji, auto wyrwało się spod kontroli i ratując się, musiałem hamować klatką na drzewie, przez co trochę się zdefasonowała.

Zibi_faceKtóry z rywali sprawił Wam w tym roku najwięcej kłopotu?
W Pucharze wystartowało sporo zawodników, którzy wcale nie zamierzali odpuszczać. Z roku na rok jest coraz więcej dobrych samochodów, coraz lepszych kierowców i pilotów, co sprawia, że rywalizacja stała się bardzo wyrównana i trzeba teraz się mocno napracować, by zwyciężyć. Przyznam szczerze, że wielu zawodników, z którymi przyszło mi walczyć, nie znam nawet z nazwiska. Niektórych – wydawało mi się – widziałem po raz pierwszy. A wcale nie wyglądali na żółtodziobów! Szkoda, że z różnych powodów w finałowej rundzie w Dynowie nie wzięło udziału kilku dobrych zawodników. Brakowało zwłaszcza bardzo dobrych kierowców – Adamczyka, Ambrozika – którzy szykowali się już do występu na Rainforest Challenge w Malezji.
Do samego końca najmocniej na nas naciskali Robert Kufel i Dominik Samosiuk oraz rodzinna załoga Głowackich. Zwłaszcza samochód Kufla, który jest unikatową zmotą (pod tym względem przypomina mojego ZibCara), radził sobie bardzo dobrze i nie pozwalał nam odjechać. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że auto te jeździ lepiej od mojego, a jedynie brakuje mu tylko mocy i – co za tym idzie – szybkości. Świetnie radził sobie zwłaszcza na odcinkach technicznych (widać to było np. na trudnych trawersach w Ostródzie), Robert poczynił ostatnio duże postępy i naprawdę ciężko mu teraz uciec.

Wygrałeś w Dynowie, ale i również Ostródzie, gdzie rozegrano II rundę PP. Jak ją oceniasz?
Rundę w Ostródzie również wspominam bardzo miło i to nie tylko ze względu na to, że ją zwyciężyłem. Była trudna, a zarazem szybka i urozmaicona. W odróżnieniu od ubiegłego roku tym razem znacznie rzadziej musieliśmy korzystać z wyciągarek, by pokonać odcinki błotne. Choć może to tylko my mieliśmy tyle szczęścia, a następne załogi, jadące po nas, musiały już się „łinczować”. Często bowiem jechaliśmy wierzchem po torfie, dziwiąc się, że koła jednak się nie zapadają. Ciekawą przeszkodą był stromy podjazd na wał ziemny, który wszyscy – nawet najlepsze auta z klasy extrem – pokonywali na wyciągarce. Aż tu nagle zupełnie zawstydziła nas niepozorna Suzuki, która rozpędem wspięła się na sam szczyt! W Ostródzie była również bardzo sympatyczna atmosfera – obóz rozbity był nad jeziorem, ładna pogoda sprzyjała krzewieniu intergracji...:) Chętnie tam powrócę w przyszłym roku.

Twój samochód – prototypowy ZibCar – dobrze radził sobie w Pucharze, ale czasem Cię w tym roku zawodził...
ZibCar bardzo mi pomógł w zwycięstwie Pucharu, ponieważ w tym roku psuł się tylko w... odpowiednich momentach. Oczywiście żałuję, że z powodu różnych awarii nie mogłem powalczyć ani w Miastku, ani też na Mistrzostwach Śląska, ale na szczęście w trakcie pucharu auto ani razu mnie nie zawiodło. Dzięki temu udało mi się zwyciężyć dwie rundy, a na premierowych zawodach w Bojanowie również byłem wysoko. Gdyby samochód psuł się, nie miałbym szans na dobry rezultat. Co tu dużo mówić – auto zostało dotarte, wyeliminowaliśmy większość jego wad, dopracowaliśmy konstrukcję. W zasadzie nie można go już ulepszyć. Zobaczymy, co będzie w przyszłości. Podobno mogą się pojawić nowe wymogi, których celem będzie dostosowanie konstrukcji naszych samochodów do regulaminu FIA. Ciężko mi to sobie wyobrazić, ale zobaczymy...

Jako drugi zawodnik w Polsce zwyciężyłeś dwukrotnie puchar w latach: 2007 i 2008, a co planujesz w 2009?
Wygrana w 2007 roku mogło być dziełem przypadku. Ot, zbieg okoliczności. Tegoroczny triumf pozwolił mi jednak mocniej uwierzyć we własne siły. Chyba to jednak już nie był przypadek. Spróbuję powtórzyć ten sukces również w przyszłym sezonie – zobaczymy, czy ZibCar to jeszcze wytrzyma. W roku 2009 na pewno spróbuję powalczyć o kolejny Puchar Polski, nie zamierzam odpuścić cyklu Poland Trophy i oczywiście wezmę udział w Magam Trophy. Moim pilotem będzie Rafał, a samochodem – ZibCar.

No właśnie, jednym z atutów Twojej załogi jest pilot – Rafał Trwoga.
Nasze zwycięstwo to oczywiście ogromna zasługa Rafała. Muszę przyznać, że już się dotarliśmy, często rozumiemy się bez słów, intuicyjnie. Rafał doskonale „czyta” las, poznał już możliwości samochodu oraz moje i teraz stanowimy już naprawdę zgrany team. W tym roku odwalił kawał doskonałej roboty! Starty z moim pilotem zawsze są bardzo emocjonujące. Stało się już zwyczajem, że Rafał na przykład zawsze coś gubi. A to komórkę, a to zegarek, który otrzymał w prezencie od żony... Trzeba przyznać, że na rajdach się razem nie nudzimy:) Ostatnio z rozbawieniem obserwowałem, jak zmaga się ze swym nałogiem palenia – rywale naciskali, więc nie miał czasu nawet zapalić papierosa. A jak tu przeżyć tyle czasu bez papierosa?:)

Po intensywnym sezonie w grudniu wyjeżdżasz do Malezji, ale niestety raczej bez szans na zwycięstwo w Rainforest Challenge. Nie żałujesz?
Wyjeżdżam na RFC w roli załogi wsparcia dla Marka Adamczyka. Oczywiście nie mamy szans na zajęcie wysokiego miejsca, skoro startujemy transportowym Laplanderem, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Liczę, że przeżyjemy ciekawą przygodę, spróbujemy zmierzyć się z dżunglą – tak przynajmniej to sobie tłumaczę. Kto wie, ile razy będę żałował, że do Malezji pojechałem Volvo, a nie moim ZibCarem...
Rozmawiał: Arek celebrity news Kwiecień
(28/11/2008)

Magam_Zibi