Land Serwis

Premiera SAM EVO3 - Łukaszewski i Duhanik ruszają na podbój Europy

Zwyciężyli Magam Trophy i Puchar Polski 2010. Należą do ścisłej czołówki polskiego off-roadu ekstremalnego. Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik (team OFF-ROAD SPORT) w tegorocznym sezonie wystartują nowym  autem - SAM-em EVO3, zbudowanym przez… ich najgroźniejszego rywala: Dominika Samosiuka – pilota Roberta Kufla (4xDRIVE Team).

SAM EVO3 to wersja rozwojowa słynnego Grata 2, którym Kufel i Samosiuk  triumfowali m.in. w Magam Trophy 2009 i Drezno-Wrocław 2010. Tegoroczna rywalizacja naszych czołowych załóg ekstremalnych zapowiada się ekscytująco… Marcin i Magda poza startami w polskich rajdach w tym roku zamierzają również rzucić rękawicę Reszcie Europy – na słynnych ekstremach: Croatia Trophy i Ładoga Trophy. O swoich planach Marcin opowiada w wywiadzie udzielonym specjalnie naszemu portalowi. Jako pierwsi prezentujemy również premierowe zdjęcia SAM-a EVO3 wykonane podczas jego testowego debiutu w terenie.
text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Arek Kwiecień, Terenowo.pl: - Od tego pytania musimy zacząć:  czy samochód, do którego przesiadasz się wraz z Magdą, to kolejny „klon” słynnego Grata czy też jego wersja rozwojowa?

Marcin Łukaszewski:  - Oczywiście wyszliśmy z dotychczasowej konstrukcji, ale Dominik na nasze życzenie wprowadził wiele istotnych modyfikacji. Przede wszystkim nasz SAM EVO3, bo taka jest jego oficjalna nazwa, posiada klatkę wykonaną według załącznika J. Wcześniejsze wersje Grata miały trochę inaczej skonstruowaną klatkę, do której budowy użyto grubszych rur. Na przykład boczny pałąk puszczony był dotychczas przez całą długość auta. U nas główny pałąk znajduje się za fotelami, a boczne rury do niego dochodzą. Korzystamy przy tym z rur bezszwowych o grubości i przekroju, które wskazuje regulamin FIA zał. J.

- W rajdach przeprawowych dotąd mało kto zawracał sobie głowę przepisami PZMot, które nie obowiązują w ekstremie. Skąd więc Wasza decyzja? Czy niepotrzebnie nie utrudniliście sobie życia?

- Sądzimy, że rajdy ekstremalne prędzej czy później objęte zostaną przepisami PZMot. Drugim argumentem jest świadomość, że załącznik J nie jest wymyślony ot tak sobie, ale jest efektem długich prac doświadczalnych, które udowodniły, że klatka wykonana według tego przepisu będzie nas należycie chroniła. Dodatkowym atutem jest… spadek wagi auta – nasza klatka jest o ok. 18 kg lżejsza od wersji „Gratowej”. Dominik śmieje się, że będzie „za miękka”, ale uważam, że jest wystarczająca.    

IMG_0479- Reszta głównych podzespołów pozostała ta sama?

- W zasadzie tak. Zmieniliśmy tylko położenie tylnej wyciągarki, która zza foteli została przeniesiona do tyłu. Dzięki temu możemy szybciej przekładać linę na „dachówkę”. Inna jest również przekładnia kierownicza, co zaowocowało odchudzeniem auta o kolejne 10 kilogramów. Będziemy więc lżejsi, ale z drugiej strony mamy większy zbiornik paliwa – prawie 100-litrowy. Korzystamy z silnika 4-litrowego (podobnie jak Klon Pawła Kado), podczas gdy oryginalny Grat ma jednostkę 4,4 l. Trochę zmodyfikowaliśmy również wydech – częściowo jest aluminiowy, co pozwoliło znowu zyskać kilka kilogramów. Reszta praktycznie się nie zmieniła. Nie ukrywam, że priorytetem była waga – podczas prac pokazywałem w kilku miejscach, że to „trzeba obciąć”. Nawet fotele wybraliśmy lżejsze o… 1 kilogram. (śmiech)

- Przypomina mi to rower Mai Włoszczowskiej, naszej mistrzyni kolarstwa górskiego, z którego zdzierany jest lakier, po to by nowy ważył kilka gramów mniej…

- Starałem się podejść do tematu bardzo poważnie! (nadal śmiech) Diabeł tkwi w szczegółach…

- Przesiadacie się do nowego, nieznanego auta, ale mimo to nie boicie się podejmować trudnych wyzwań. Gdy zobaczyłem Wasz tegoroczny kalendarz startów, zacząłem z niedowierzaniem kręcić głową i kręcę nią aż do dziś…

- Zgadza się - plany mamy bogate i bardzo… realne. W sumie wyszło nam 48 rajdowych dni w całym roku! Nie licząc dojazdów.

- W życiorysie wpiszecie „zawód: off-roader”…


- Tak! Kalendarz naszych startów opracowaliśmy bardzo szczegółowo – wyraża on nie tylko nasze zamiary, ale konkretne rajdy, w których na pewno weźmiemy udział. Pod znakiem zapytania stoi jedynie Transgothica – w pozostałych rajdach, które znajdują się w naszym kalendarzu, na pewno zamierzamy wystartować. W większości z nich opłaciliśmy już wpisowe.

- Szczególnie Wasza pierwsza połowa roku zapowiada się jako niezwykle intensywna… W okresie maja-czerwca trudno będzie Wam znaleźć chwilę czasu na odpoczynek i ewentualną naprawę auta.

- Faktycznie będzie „ciasno”. Zapowiada się rok przeprawowy, w którym chcielibyśmy powalczyć we wszystkich liczących się imprezach polskich i zagranicznych. Na „poważnie” zaczynamy się ścigać w maju. Wcześniejsze dwa występy – Great Escape Rally oraz Warmiński Rajd Przeprawowy – traktujemy jako możliwość „dotarcia” auta, sprawdzenia jego możliwości. GER z racji swej specyfiki i podobnych terenów będzie również treningiem przed Drezno-Wrocław, w którym zamierzamy po raz pierwszy wystartować. Prawdziwe ściganie zaczynamy jednak na Chorwacji…

IMG_0336- Odtąd przez następne dwa miesiące będziecie prawie nieustannie w terenie…

- By to było możliwe, mamy już opracowaną całą logistykę. Na Croatię dolatujemy samolotem; wcześniej auto zawiezie na start nasz serwis. Z Chorwacji do Polski wracamy również drogą lotniczą, jednak nasz samochód nie jedzie do domu, ale zostanie przewieziony prosto do Rzeszowa, gdzie mechanicy w 5 dni przygotują go na Puchar Polski. Na wszelki wypadek już w tym momencie auto mamy niemal w stu procentach zdublowane w częściach zamiennych… Brakuje tylko skrzyni biegów i chłodnicy. W trakcie sezonu nie będzie czasu na szukanie zamienników.

- Od 2007 roku, w którym doszło do konfliktu między polskimi off-roaderami a organizatorami, nasze załogi przestały startować w słynnej „Croatii”. Skąd pomysł, by wrócić na Bałkany?

- Słyszeliśmy i czytaliśmy o tamtych wydarzeniach. Ale staramy się nie patrzeć na zaszłości. Wygląda na to, że rajd się zmienił, a zarazem utrzymał status najważniejszej przeprawówki w Europie.

- To fakt, żadna chyba impreza na Starym Kontynencie nie ma tak międzynarodowej obsady… Osobiście bardzo mi brakowało polskich eskapad na Chorwację w długi weekend majowy. Tym bardziej że odnosiliśmy na niej ogromne sukcesy…

- Uważamy, że to doskonała, a zarazem nieczęsta okazja, by zmierzyć się z europejską czołówką. W Polsce na rajdach rzadko bywają goście z zagranicy. Lista startowa „Croatii” wypełniają zaś zawodnicy z całej Europy. Warto byłoby, aby w tym gronie znów znaleźli się Polacy.

- Wygląda na to, że najtrudniej będzie Wam połączyć start w Magam Trophy i na Ładoga Trophy. Obie imprezy dzielą zaledwie 2 dni. Jak zamierzacie tego dokonać??

- Organizatorzy obu rajdów rozmawiali między sobą na temat ewentualnego przesunięcia terminów, ale ostatecznie nie doszło do żadnych zmian. Plan mam opracowany co do godziny. We środę, ok. godziny 15 kończymy Magam. Auto jest myte, ładowane na przyczepę i serwis natychmiast rusza w podróż do Rosji. My dolecimy samolotem. Musimy zdążyć do godz. 20 w piątek na badanie techniczne w Sankt Petersburgu. Obecnie staramy się już załatwić specjalne karty, które umożliwiłyby szybką odprawę auta na granicy. Powinniśmy być na czas.

- Ładoga to obok Croatii Trophy kolejny europejski rajd owiany legendą…

- Start w Rosji „od zawsze” był moim marzeniem. O Ładodze myślę od 2004 roku. Wraz z Magdą ustaliliśmy, że skoro istnieje szansa występu w tym roku, to trzeba z niej skorzystać. Pod względem logistycznym będzie to dla nas ogromne wyzwanie. Tak naprawdę jadąc na Magam, musimy być już „spakowani” na Ładogę…  

IMG_0730- Jak sądzisz, co będzie dla Was największym wyzwaniem na Ładodze?

- Myślę, że nawigowanie według GPS-a. Staramy się już do tego przygotowywać. Czeka nas bowiem jazda po Waypointach, w „korytarzu”, gdzie sami będziemy musieli znajdywać sobie drogę. W autach są podobno montowane „Czarne skrzynki”, które zapisują „track” przejazdu oddawany później sędziom do analizy. Na Ładodze z powodu zbyt niskich kół zakwalifikowano nas do klasy TR3. Trochę nam to nie w smak, bo chętniej widzielibyśmy się w najwyższej klasie Proto, gdzie zapowiada się bardzo ciekawa rywalizacja z trudnymi konkurentami. Będziemy jeszcze starać się do niej „przepisać”. 

- Czy Ładoga będzie dla Was najważniejszym rajdem sezonu?

- Ostatnio się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że… wszystkie rajdy są dla nas równie ważne po względem sportowym. Chcielibyśmy powalczyć i na Magamie, i na Croatii, i na Ładodze… Żadnego ze startów nie zamierzamy odpuścić.  

- Po Ładodze planujecie „aż” dwa tygodnie przerwy. A potem czeka Was debiut w rajdzie Drezno-Wrocław, który ma charakter przeprawowy, ale nie jest „czystym” ekstremem: ważną rolę odgrywa na nim szybkość i nawigacja.

- „Drezno” będzie dla nas nowością. W sensie nawigacyjnym jesteśmy zieloni, ale nasz pojazd ma potencjał w „podróżowaniu”. Jesteśmy już po pierwszych jazdach SAM-em EVO3 i myślę, że będzie dobrze! Na pewno będziemy dużo szybsi, zwłaszcza na łatwiejszych odcinkach dojazdowych. Tak więc „szybszych” oesów w ogóle się nie boję. A wkrótce przekonam się dokładnie, jak SAM radzi sobie na trudniejszych przeszkodach. Niedaleko domu mamy taki próbny tor testowy z „zaprzyjaźnionymi” trawersami, na których trenowałem Suzukę… Myślę, że nie będzie gorzej!

- Gdy już zakończycie ten sezon, chyba będziecie mieć problem ze znalezieniem kolejnych wyzwań…

- Ten rok na pewno będzie decydujący. Ponieważ dysponujemy nową, bardzo dobrą przeprawówką, chcemy zaliczyć nią wszystkie najważniejsze rajdy w Europie. Ale myślimy również o czymś nowym, o zawodach cross-country, baja. Na razie sporo podróżujemy po rajdach, przyglądamy się… Tu z pewnością wyzwaniem byłby już sam budżet. Zobaczymy co nam ten rok przyniesie…

IMG_0101- Wiele zależy od tego, czy sprzęt wytrzyma tak duże obciążenie startowe, oraz czy Wy podołacie kondycyjnie…

- Grata obserwujemy już od 2 lat. Często bezpośrednio rywalizowaliśmy i widzieliśmy, co potrafi. Tak więc o samochód jestem spokojny, tym bardziej że mamy mnóstwo części zamiennych. A nad kondycją od dawna już pracujemy. Jesteśmy świadomi, jak duże obciążenia nas czekają. Ale widzę światełko w tunelu… Uważam, że Grat to obecnie najlepsza konstrukcja przeprawowa w Polsce i chyba również za granicą. Mosty zwolnicowe, silnik V8, wyciągarka mechaniczna przy wadze 1600 kg to przepis najlepszy z możliwych. Zagraniczne auta z takim „uzbrojeniem” ważą zwykle 2 tony. Dominik jest niezwykle utalentowanym konstruktorem, w swoją pracę wkłada mnóstwo serca, non stop dzwoni do mnie, by ustalać szczegóły – w Europie nie ma obecnie lepszej firmy od niego.

- Dla mnie to niezwykła sytuacja. Z Dominikiem i Robertem toczycie na rajdach zacięte pojedynki. A teraz Dominik zbudował swoim najgroźniejszym rywalom auto być może lepsze (bo nowsze i udoskonalone) od tego, którym sam startuje. Nagrodę Fair Play za rok 2011 w off-roadzie z powodzeniem można by przyznać jeszcze przed rozpoczęciem sezonu! Taka postawa w dzisiejszym sporcie jest rzadko spotykana.


- Zgadza się! Przez chwilę myśleliśmy nawet o wspólnym serwisie, ale faktycznie rywalizacja na trasie byłaby wówczas bardzo „dziwna”. Pozostajemy więc osobnymi teamami, a dzięki temu będziemy na rajdach mieć więcej sportowej frajdy. Ale Dominik jest bardzo otwartym człowiekiem i nie wątpię, że będzie nam pomagał w razie potrzeby.

- Dominik powiedział mi, że najwięcej przyjemności daje mu rywalizacja z mocnymi konkurentami. I że zawsze cieszyć go będzie zwycięstwo auta, które zostało przez niego zbudowane. Co nie oznacza oczywiście, że on i Robert zamierzają Wam odpuszczać na trasie…:)

-  Z tego co wiem, powstają już kolejny ramy do Gratów, pojawiają się kolejne zamówienia. Życzę, by jego firma rozwijała się i odnosiła same sukcesy. Mam nadzieję, że na Ładodze, czy Croatii będziemy stanowić dla niego dobrą reklamę. 

- Tego Wam, a także Dominikowi i Robertowi życzę! Dzięki za rozmowę.

(Rozmawiał: Arek Kwiecień, fot. Arek Kwiecień / Sigma Pro)


SAM EVO 3 - AKCJA:

 

fot. Arek Kwiecień / Sigma Pro

 

SAM EVO3 - SZCZEGÓŁY TECHNICZNE: