Land Serwis

Po raz 9. na Dakarze – wielkie odliczanie Grzegorza Barana & Co.

Grzegorz Baran to kierowca, pilot rajdowy i konstruktor samochodów rajdowych, a przede wszystkim wielki pasjonat Dakaru. W styczniu 2013 r. stanie na starcie tego najbardziej prestiżowego rajdu samochodowego świata po raz dziewiąty. Podczas odbywających się w listopadzie w Warszawie targów pojazdów 4x4 „OffRoad Show Poland” zapytaliśmy o zmiany, jakie zaszły w składzie zespołu.

„Samochody Specjalne”: Podczas ostatniego naszego spotkania w czerwcu skład załogi wyglądał zupełnie inaczej. Twoim pilotem miał być Michał Wiśniewski, mechanikiem Dariusz Żyła. Darek wystartuje, tylko w innym zespole – pojedzie jako kierowca razem z Pierre’m Calmonem. Dlaczego natomiast nie jedzie  Michał Wiśniewski? Jeszcze we wrześniu startowaliście razem w rajdzie Baja Poland w Szczecinie. Co się stało?
Grzegorz Baran: Odpowiem krótko. Nie każdy może podołać trudom Dakaru. Wielu by chciało pojechać na Dakar – jadą tylko nieliczni. Moja współpraca z Michałem zakończyła się po starcie w Szczecinie.

W tym roku to już nie chińska firma widnieje na zabudowie…
Tak, aby wystartować, musiałem znaleźć budżet i korzystałem z pomocy osób mi przyjaznych. Główny sponsor to ukraińska firma Sixt. Jej właściciel jest moim przyjacielem i od 2007 roku startuje w Dakarze. Teraz jedziemy w jednym zespole. Resztę budżetu uzupełnili przyjaciele z firm Inter Europol Piekarnia Szwajcarska i KRD. Jednym słowem, start w Dakarze zawdzięczam przyjaciołom. Cieszy mnie to, że chcieli, abym po raz 9. wystartował w tym rajdzie i jestem im za to bardzo wdzięczny. Szkoda, że tak mało jest polskich firm, które byłyby zainteresowane wsparciem zawodnika rajdowego klasy ciężarowej i promowaniem Polaków oraz Polski na Dakarze. Mam nadzieję, że w związku z powstaniem drużyny Poland National Team coś się zmieni w tym względzie.

No właśnie, spełniło się Twoje marzenie, polscy zawodnicy startują pod jedną wspólną flagą, z jednym logo, tworzą drużynę Poland National Team, rajdową reprezentację Polski, a projektowi patronuje Polski Związek Motorowy.
Tak, Poland National Team to kontynuacja działań zapoczątkowanych i prowadzonych przez Rafała Sonika. To ważne, aby wszyscy Polacy wystartowali razem pod jednym szyldem, aby Polska była widoczna. To nie tylko promocja Polski na zewnątrz, ale i wzmocnienie wzajemnej współpracy między zawodnikami. Jeżdżę ciężarówką, więc później startuję i później przyjeżdżam na metę. Pamiętam sprzed paru laty taką sytuację na jednym z etapów, gdy byłem jeszcze w trasie, a Rafał Marton z Rafałem Komornickim byli już na biwaku. Zadzwonili do mnie i poinformowali, żebym przez wydmy pojechał lewą stroną. Pojechałem. I gdy tak sobie spokojnie jechałem krawędzią wydmy, widziałem po drodze zakopane ciężarówki. Oni mi wtedy udzielili informacji i pomogli. Tak też widzę naszą współpracę w najbliższym rajdzie. Sądzę, że ten zespół, ten skład będzie ze sobą współpracował po to, aby osiągnąć jak najlepszy wynik.

Baran2013_02Powiedz parę słów o nowym składzie Twojego teamu i podziale obowiązków.
Tym razem nie będzie ścisłego podziału obowiązków, kto jest pilotem nawigatorem, a kto mechanikiem. Bartek Boba ma ogromne doświadczenie zdobyte w rajdach płaskich, w off-roadzie jeździ dopiero od roku. Pustynia jest całkiem inna, jak się wjeżdża na wydmy, trzeba umieć je rozszyfrować. Robert Jachacy natomiast po wydmach jeździł już wielokrotnie, jest obeznany z pustynią. Będzie to więc połączenie wiedzy i doświadczenia wyniesionego z rajdów płaskich z doświadczeniem i umiejętnością poruszania się i nawigowania na wydmach. Zawodnicy będą się uzupełniali. Ja, siedząc za kierownicą, kontroluję trasę tylko kilkadziesiąt metrów przed maską bez względu na prędkość, z jaką jadę. Piloci będą kontrolowali trasę dużo dalej wprzód, czy jest jakiś rów, uskok. Na pustyni już będziemy uzgadniali, jak zaatakować wydmę. Im więcej par oczu stara się wyłapać ewentualne zagrożenie, tym większe szanse na sukces i na mniejszy błąd. Dodatkowo Bartek będzie pilnował dokumentów i nawigowania zgodnego z książką drogową i GPS. Każdy z nich naturalnie ma umiejętności jako mechanik.

To już dziewiąty start. Jak zaczęła się Twoja przygoda z Dakarem?
Z Dakarem pierwszy raz zetknąłem się w 1981 roku w Paryżu, gdzie spędzałem sylwestra. Jeszcze wtedy oficjalny start odbywał się spod wieży Eiffla około godz. 21. Następnie zawodnicy jechali na Pola Elizejskie i tam zostawiali samochody, aby bawić się i świętować na ulicach i w kawiarenkach. I wtedy tę noc sylwestrową spędziłem na zabawie ulicznej razem z zawodnikami. To było wielkie przeżycie dla człowieka, który przyjechał ze smutnej i szarej rzeczywistości sportu socjalistycznego. W Polsce był przecież stan wojenny. Wtedy dowiadywałem się, jakie są koszty uczestnictwa w takim rajdzie, ale kwoty w wysokości 10−20 tys. dolarów były wtedy poza moim zasięgiem.

Kiedy powróciły myśli o starcie?
Wraz ze startem Martyny Wojciechowskiej. Jej się udało, zebrała niezbędne fundusze, trochę jej tego pozazdrościłem. O udziale w Rajdzie Dakar marzyłem przecież przez ponad 20 lat. Pomyślałem, że i mnie musi się udać. Zacząłem realizować swoje wcześniejsze zainteresowania. Dzięki współpracy z Łukaszem Komornickim, który jeździł wtedy w barwach Orlen Teamu, w 2004 r. pojawiłem się na Dakarze jako pilot Francuza Bernarda Malferiola w Unimogu. Był to dla mnie moment przełomowy. Zajęliśmy 28. miejsce.
Kolejny raz wystartowałem trzy lata później również w Unimogu, tym razem już jako kierowca, z Rafałem Martonem jako pilotem. Mieliśmy jednak awarię i nie ukończyliśmy rajdu. Wtedy postanowiłem zmienić samochód i kupiłem najnowszego MAN-a TGA. W tym roku wystartuję MAN-em po raz ostatni. Planuję wybudowanie superprodukcji.

Baran2013_03Czyli masz już wizję?
Tak, zaczynałem swoją karierę z Mercedesem i mam duży sentyment do marki. W tym roku startujemy jako jedna z pierwszych ekip jeżdżących ciężarówką produkcyjną – mamy numer 540. Oznacza to, że co najmniej 39 pojazdów przede mną to są superprodukcje. Tak zostało to ustalone, że samochody superprodukcje jadą jako szybsze z przodu, a samochody seryjne z tyłu. Biorąc pod uwagę, że klasa ciężarówek zmienia się radykalnie, myślę, że nadszedł czas, aby taką superprodukcję przygotować.

Co zmieniłeś w ciężarówce w tym roku?

Przebudowałem klatkę bezpieczeństwa i dostosowałem do nowych przepisów FIA oraz podobnie jak w zeszłym roku zmodernizowałem amortyzatory. Niestety tego typu elementy jak amortyzatory można sprawdzić jedynie podczas rajdu, nie ma możliwości przetestowania ich wcześniej. Jednak wiem już, jak się zachowują amortyzatory zmodyfikowane przeze mnie, byłem z nich zadowolony, dlatego zmodernizowałem je i w tym roku. Większość zawodników jeździ na amortyzatorach własnej konstrukcji. Kierowcą, który jest dla mnie wielkim autorytetem, jeśli chodzi o rajdy cross-country i budowę samochodu, jest Jean-Louis Schlesser. On też kupuje gotowe amortyzatory, po czym je przebudowuje – jest to tańsze i łatwiejsze”.

Startujecie 5 stycznia z Peru. Początek trasy to będzie rzut na trudne wydmy, a co za tym idzie spora selekcja uczestników…
Rzeczywiście na początku będą piekielnie trudne odcinki, będzie się liczyło doświadczenie i znajomość wydm. Rajd powinien rozstrzygać się do końca, a tu może okazać się, że zabraknie już połowy stawki, szczególnie myślę tu o zawodnikach amatorach. Pod koniec wszystkie załogi będą już mocno zmęczone, myślę więc, że będzie bardzo ciekawie.

Przygotowujesz się do tych trudnych fragmentów jakoś szczególnie?
Nie, jedyne co zrobię, to wystartuję na starych oponach. Pojadę na nich przynajmniej pierwsze 4−5 dni. Nowa opona źle pracuje w miękkim piasku, a takie są właśnie wydmy peruwiańskie. Dlatego po raz pierwszy nie zmieniam opon przed rajdem i zaczynam rajd na oponach używanych, które już zresztą po tych wydmach jeździły. W zeszłym roku ten Dakar kończył się wydmami w Peru. Nowe opony założę później.

Jesteś przesądny?
Tylko w jednej kwestii. Przestrzegam zasady, że przed rajdem nikt oprócz mnie nie wsiada do kabiny. Zaraz po zapadnięciu decyzji, że jadę, tylko ja mogę wejść do kabiny. Nie pytaj dlaczego, ten typ tak ma. (śmieje się)

Robert Jachacy

„Samochody Specjalne”: Jak zaczęła się Twoja współpraca z Grześkiem?
Robert Jachacy: Grzesiek potrzebował kogoś, kto wie, jak się jeździ po wydmach i jak się zachować na pustyni. Jadąc quadem tak jak motocyklista, jednocześnie prowadzę, czytam książkę drogową i kontroluję GPS, wszystko na raz. Grzesiek zadzwonił do mnie w połowie października, zaproponował wspólny start. Wszystko potoczyło się szybko, najpierw decyzja, później musiałem ogarnąć budżet, sprawy prywatne i zawodowe. Musiałem też zaplanować zniknięcie na 3 tygodnie. Spontanicznie stwierdziłem, że świat się nie zawali, wiedziałem, że wrócę skatowany jak koń po westernie, że będę musiał nadrobić zaległości w pracy, w domu, ale też wiem, że po pewnym czasie wszystko wróci do normy, a to jest jedyna rzecz, której nikt nam nie zabierze – marzenia i wrażenia.

Baran2013_04Rajdy to Twoja pasja?
Tak, zaczęło się od rajdów płaskich, samochodowych. Zrobiłem niezbędne licencje, jednak doszedłem do momentu, gdy zaczęły się duże inwestycje i musiałem zrezygnować. Oczywiście jeździłem na rajdy, kibicowałem, podglądałem, jak jeżdżą najlepsi. Później przerzuciłem się na tańszą formę off-roadową. Najpierw jeździłem motorem, następnie quadem – i tak od ponad 10 lat quady królują do dziś. Jeździłem w rajdach krajowych, zagranicznych, m.in. w Tunezji, Maroku. I właśnie w trzech ostatnich rajdach w Maroku zebrałem spore doświadczenie pustynne.

A co z funkcją mechanika? Jakie masz doświadczenie?

Może nie mam wykształcenia technicznego – skończyłem AWF – ale odkąd pamiętam, przesiadywałem w garażu, najpierw z tatą, później sam. Jestem samoukiem. Poza tym przy motocyklach i quadach trzeba było wiele rzeczy samemu przygotować, często nie było mnie stać, aby ktoś za mnie „dłubał” przy sprzęcie,  więc przygotowywałem wszystko sam. No i ja to lubię, więc w razie czego na pewno będę mógł pomóc.

Czy czegoś się obawiasz?
Z dużą pokorą podchodzę do tego rajdu, zawsze marzyłem, aby pojechać na Dakar i nawet miałem już rok temu taki plan, aby zorganizować wycieczkę do Ameryki Południowej, wynająć kampera i przynajmniej na tydzień zahaczyć o rajd. Nie udało się. Nie myślałem jednak, że uda mi się spełnić to marzenie tak szybko. Dla mnie najważniejsze jest, abyśmy dojechali do mety i stanęli na rampie. Kierujemy się zdrowym rozsądkiem, nie ścigamy się o pierwsze miejsce, bo to nie ten sprzęt, nie to przygotowanie. Grześka znam już parę lat, to kopalnia wiedzy i świetny kierowca, Bartka poznałem niedawno, to swój człowiek. Jedziemy o metę, to jest nasz cel.

Bartek „Bobik” Boba
„Samochody Specjalne”: W sportach motorowych aktywnie udzielasz się od 12 lat. Startowałeś już w Dakarze?
Bartek Boba:
To będzie mój pierwszy start w tym rajdzie. Ogólnie w rajdach płaskich biorę udział od 12 lat. W tym roku debiutowałem w rajdach terenowych. Jechałem jako pilot Martina Kaczmarskiego w KRD Team. Pierwszy rok startów cross-country zakończyliśmy tytułem drugiego wicemistrza kraju w Rajdowych Mistrzostwach Polski Samochodów Terenowych. Muszę przyznać, że różnica między rajdami terenowymi a płaskimi jest spora. Tu widać większą więź między pilotem a kierowcą. Jedziemy bez zapoznania się z trasą, tylko według notatek organizatora i na podstawie tego, co widzimy. Wymaga to dużego doświadczenia kierowcy oraz wzajemnego zaufania.

Baran2013_05Skąd pomysł na Dakar?
Z Martinem Kaczmarskim przejechaliśmy cały sezon cross-country, przyszły sezon zapowiada się równie intensywnie. Ten Dakar będzie dla mnie przygotowaniem i zbieraniem doświadczenia. Od Grześka, który ma ogromną wiedzę na temat rajdu, będę czerpał jak najwięcej, dając ze swojej strony równie dużo. Martin pojedzie jako obserwator w teamie Krzysztofa Hołowczyca, a w Dakarze 2014 chcemy wystartować wspólnie. Ten start jest spełnieniem moich marzeń.

Znasz budowę samochodu?
Dobrze ją znam, miałem okazję pracować kiedyś dla dealera Mitsubishi w Krakowie, 3 lata byłem doradcą serwisowym, wiem, jak usunąć każdą usterkę.

Jak się przygotowujesz?
Dowiedziałem się, że na 100% jadę na Dakar jakieś półtora miesiąca temu. Jeśli chodzi o formę, to pracuję nad nią i utrzymuję przez cały rok. Teraz dodatkowo jeszcze wzmacniam mięśnie kręgosłupa. Intensywnie przygotowuję się natomiast pod kątem regulaminu. Jest mnóstwo różnic między regulaminem w rajdach płaskich, cross-country w Europie a Dakarem. Będę interpretował to, co się dzieje na bieżąco według regulaminu, a takich niuansów dakarowych jest mnóstwo. Będę odpowiedzialny też za całą „ papierologię” na trasie, pieczątki itp., abyśmy mogli dojechać bezpiecznie i sprawnie na metę.

Czego się boisz?
Racjonalnych obaw nie mam, raczej emocjonalne, celebrity news każdy mnie straszy, mówi, że będzie ciężko itd. Tak naprawdę czuję się mocny jak jeszcze nigdy przed żadnym rajdem w swoim życiu. Przygotowywałem się bardzo intensywnie pod kątem regulaminowym, fizycznym i zdrowotnym, dlatego czuję się pewnie. Moim celem jest usłyszeć od Grześka, że jechało mu się bardzo dobrze, jest zadowolony i że dam sobie radę w przyszłości, bo taka jest moja rola.

Życzę Wam zatem powodzenia i trzymam kciuki za ukończenie Dakaru 2013. Dziękuję za rozmowę.

Tekst: Katarzyna Biskupska, miesięcznik Samochody Specjalne, www.samochody-specjalne.com.pl
Foto: Katarzyna Biskupska