Land Serwis

Naszym celem jest Dakarowe podium - rozmawiamy z Krzysztofem Hołowczycem

- Moje założenie było takie, aby pokazać, że należę do ścisłej czołówki. Zadanie więc wykonałem, ale ambicje oczywiście mam większe. Marzę o podium. Jean-Marc zauważył to jako pierwszy, a ja za nim to powtarzam: Przed nami są już tylko zwycięzcy rajdu Dakar – specjalnie dla TERENOWO.PL rozmawiamy z Krzysztofem Hołowczycem, zdobywcą 5. miejsca na rajdzie Dakar 2011.

Arek Kwiecień: - Nie sposób rozpocząć inaczej, jak od pytania o Pańskie odczucia na temat niedzielnego wypadku Roberta Kubicy…

Krzysztof Hołowczyc: - Teraz, gdy zaczynamy mieć coraz więcej informacji na temat stanu zdrowia Roberta i rozległości jego ran widać, że był to potężny wypadek i wszyscy powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę. Słyszymy wiele złych doniesień, ale są i dobre: że rusza palcami, że jest wybudzany ze śpiączki. Póki co docierają informacje typu „up and down”, taki rodzaj sinusoidy… W sportach motorowych wypadki były, są i będą. Z początku myślałem, że to jeden z kolejnych takich wypadków, ale kolejne niepokojące  informacje, które do nas docierały, choćby wiadomość, że możliwa jest amputacja dłoni uświadamiały mi, jak poważna była to kraksa. Oczywiście czuję ogromny żal! Mam świadomość upływającego czasu. Zanim się obejrzymy, nadejdzie sezon Formuły 1, a Robert wciąż będzie walczył, by powrócić do zdrowia i sportu. Moje myśli są przy nim. Wiem, jak mu ciężko. Wiem, jak bardzo zawodnik może być wkurzony na siebie po takim wypadku…

- Czy w Pańskiej karierze zdarzył się podobny wypadek, równie fatalny w skutkach?


- W rajdzie Egiptu, w roku 2007 złamałem kompresyjnie kręgosłup. Zmiażdżeniu uległy dwa kręgi. Na początku też to „słabo” wyglądało. Lekarze mówili, że kręgosłup zrastać się będzie przez cały rok. A ja już po czterech miesiącach stałem na starcie Dakaru, mimo że bardzo mnie bolało, ale wiedziałem, że dam radę… Na szczęście dla mnie była to ta edycja, która została odwołana. Dlatego ostatecznie mogłem kontynuować rehabilitację przez pełne pół roku. Dla sportowca świadomość, że kontuzja wyklucza go na dłużej ze startów, to bardzo ciężkie przeżycie.

HOLOWZCYC-829- Tuż po Dakarze kilkakrotnie słyszeliśmy z Pańskich usta, że zamierza Pan wrócić na Dakar, ale w „lepszym” aucie – czy miał Pan na myśli udoskonalone BMW czy rozważa Pan jakąś inną opcję? Kiedyś w wywiadzie dla Terenowo.pl wspominał Pan o Toyocie z silnikiem Lexusa…

- Dziś mogę ujawnić tylko tyle, że trwają rozmowy z dwoma najlepszymi zespołami. Na briefingu w BMW po Dakarze wiele rozmawialiśmy z szefostwem teamu. Szykuje się bardzo dużo zmian. Sven Quandt wprost spytał nas, co chcielibyśmy zmienić w samochodzie, by jechać szybciej i być bliżej Volkswagena. Jest więc ogromna szansa, że za rok wystartujemy autami lżejszymi, z obniżonym środkiem ciężkości. To były nasze główne postulaty. Prawda jest taka, że do teamu dołączyłem późno i szczerze mówiąc, „wszedłem” w gotowe ustawienia BMW. Używałem konfiguracji Stephane’a Peterhansela, a ja jednak mam inny styl jazdy i kilka rzeczy chciałbym dostosować do swoich preferencji. Mieliśmy jednak na to bardzo mało czasu przed startem Dakaru i nie chciałem ryzykować. Bałem się, że narozrabiam, zmieniając ustalone specyfikacje. Teraz będziemy mieć więcej czasu na testy, będę więc mógł dostosować auto „pod siebie”. Wraz ze specami od zawieszenia Reigera zamierzamy opracować moje własne ustawienia. Uważam bowiem, że powinniśmy mieć więcej trakcji, czyli koła powinny być bliżej ziemi, auto powinno być bardziej miękkie. A co do Toyoty, projekt ten wciąż jest rozwijany. Auto jest już gotowe i rozpoczyna testy w RPA. Bardzo chciałbym, by im się udało, bo byłaby to kolejna siła w Dakarze. Drużyna ta zajęłaby miejsce Nissana. Byłoby ciekawie…

- Po dwóch tygodniach Dakaru zna Pan już swoje BMW na wylot. Czy może Pan go nam bliżej scharakteryzować, ujawnić, jakie są jego wady, a jakie zalety?

- Zgadza się, auto znam już bardzo dobrze. Nasz samochód jest niewiarygodnie wytrzymały, wręcz pancerny. Nic się z nim złego nie dzieje! Trzeba naprawdę mocno w coś uderzyć, by go popsuć. Gdybym rozebrał go na poszczególne podzespoły, to moje oceny byłyby następujące: silnik – fantastyczny, przeniesienie napędu – bardzo, bardzo dobre, hamulce – fantastyczne, zawieszenie – no, tu można coś poprawić. A także rozłożenie masy i położenie środka ciężkości – nad tym musimy jeszcze popracować. Gdy porównamy BMW do Volkswagena widać wyraźnie, że Tuareg jest szerszy i niższy. A przecież mamy identyczne rozstawy kół.

SS11-HOLOWZIC-1239- Co przede wszystkim doskwierało Panu w trakcie tegorocznego rajdu?

- W tym roku mieliśmy niewiarygodną liczbę „kapci”: Stephane aż dwanaście, a ja siedem! Nigdy w życiu nie miałem aż tylu przebitych opon na rajdzie. Co gorsze, większość z nich to był tzw. „slow puncture”, czyli były to małe dziurki, przez które powoli schodziło powietrze. Wkurzające jak cholera! Nie wiadomo było, czy zatrzymywać się i  zmieniać koło czy pompować? Coś tu wyraźnie nie grało. Albo mieliśmy złe ustawienia, ale była to zła konstrukcja opon, w co jednak wątpię… Prawdopodobnie było to jednak zbyt twarde zawieszenie, co powodowało właśnie kłopoty z oponami. Mieliśmy też niezbyt dobrą trakcję. Gdy przyglądałem się oponom po oesie, nie były one zanadto zużyte. Zatem mogliśmy je mocniej wykorzystywać, a przez to mieć lepszą trakcję. Volkswagen na koniec oesów miał całkowicie skończone opony, co oznacza, że zawieszenia w ich autach miały właściwe ustawienia.

- Pańskim poprzednim autem, Nissanem Navara, startował w tym roku znakomity kierowca Nani Roma. Jego wyniki nie były jednak tak dobre jak Pańskie…

- Nissan wymaga jazdy na 110 procent, a nie wszyscy potrafią tak jeździć. Nissanem wielokrotnie udawało mi się wygrywać z BMW, a czasem nawet z Volkswagenem (np. kiedyś na rajdzie w Brazylii), ale by tego dokonać, musiałem nieomal fruwać tym autem i wyciskać z niego absolutnie wszystko. Warto zauważyć, że Nani Roma otrzymał poprawione auto, miał do dyspozycji 30 KM więcej. Zamontowano u niego również świetne zawieszenie Reigera, o które ja wielokrotnie prosiłem. Nani sądził, że Nissanem bez kłopotu będzie jechał „w moich czasach i na moich pozycjach”, ale wcale mu tak gładko nie poszło. Nie ukrywam, że tym samym autem osiągałem lepsze od niego rezultaty, a to dla mnie duża sportowa satysfakcja. Ja w BMW wykonałem swoje zadanie, ale moje ambicje sięgają wyżej. Gdybyśmy spojrzeli na Dakarową statystykę: przed metą rajdu ktoś z czołówki powinien wypaść, ale tak się nie stało. Od samego początku jechałem na 5. pozycji i nic przez cały rajd się nie zmieniło, poza awarią, która na chwilę zepchnęła mnie na 6. miejsce, ale później Miller sam sprezentował mi powrót na 5. lokatę. Ktoś mógłby powiedzieć: „Powtórzyli ten sam wynik, co Nissanem”. Ale jednak 5. miejsce zdobyte kiedyś Nissanem, to zupełnie inny wynik niż 5. miejsce osiągnięte w tym roku, w BMW.

05111801_100- Czy jest Pan usatysfakcjonowany z tegorocznego wyniku?

- Nasze dwa samochody, Stephane’a i mój, pojechały szybko. Takie były założenia. Ja oczywiście mógłbym jechać jeszcze szybciej, mógłbym więcej ryzykować, tak jak to robił Stephane. On jechał na 100 procent, a bynajmniej nie jest to wolny kierowca. To znakomity zawodnik, a mimo to obaj odstawaliśmy od Volkswagena... Moje założenie było takie, aby pokazać, że należę do ścisłej czołówki. Zadanie więc wykonałem, ale ambicje oczywiście mam większe. Marzę o podium. Z Jean-Markiem powtarzamy: „Nasz czas nadchodzi, nie poddamy się!” (śmiech). Jean-Marc zauważył to jako pierwszy, a ja za nim to powtarzam: Przed nami są już tylko zwycięzcy rajdu Dakar. Cztery czołowe lokaty zajęli dotychczasowi triumfatorzy, a my jesteśmy tuż za nimi.

- Co przede wszystkim zamierza Pan poprawić w BMW?

- Niebawem czeka nas sporo jazd testowych. Już w tej chwili inżynierowie przekładają zbiorniki paliwa niżej. Walczymy o obniżenie środka ciężkości. Koła pójdą bardziej do środka. Chłodnice też zostaną umieszczone niżej. Później będziemy dostosowywali zawieszenie, a także – tak myślę – dyfry. Uważam, że powinniśmy mieć „bardziej otwarty” przedni dyfer i być może dołożony stabilizator. To jest moja opinia, zobaczymy, co na to powiedzą inżynierowie BMW. Pierwszy ważny sprawdzian będzie w Rosji, na Silk Way Rally. Nie wiadomo w jakim stopniu auta będą już wtedy przygotowane. Istnieje opcja, że wystartuję MINI, bo właśnie w MINI wszystkie nowinki techniczne są już stosowane i już teraz jest ono lżejsze od BMW o 40 kilogramów. A jeszcze możemy zejść z masy o 60 kg. To zmieni już zdecydowanie możliwości tego auta. Na kolejny sezon na pewno jest dla mnie miejsce w BMW i to mnie bardzo cieszy!

- Nas, kibiców, również! :)


- Staramy się! Kibice gratulują nam sukcesu, ale ja zawsze powtarzam, że w przyszłym roku zamierzamy się jeszcze poprawić. Piąte miejsce oczywiście nie jest złe, ale chcielibyśmy pojechać teraz z Jean-Markiem trochę bardziej ryzykownie. Robiliśmy takie próby. Dawaliśmy z siebie pełne 100% i wtedy faktycznie jechaliśmy w grupie razem z najlepszymi. Tak trzeba będzie robić, innej opcji nie ma.

05111801_101- Tegoroczny Dakar był podobno trudniejszy niż zwykle…

- Widać było, że organizatorzy wzięli sobie do serca komentarze zawodników i dziennikarzy twierdzących, że nasze auta mają zbyt łatwo… No i doczekaliśmy się! Najlepiej odzwierciedlają to cyfry: do mety dotarło 50 załóg, a wystartowało ich trzy razy więcej. To mówi samo za siebie, jak trudna była to edycja. Faktycznie dostaliśmy w kość. Najgorzej wspominam dziury w drodze i odcinki fesz-feszu. Nie tak jak zwykle dwudziesto-, trzydziestokilometrowe, ale mające długość 150, a nawet 200 kilometrów. Non stop! To było piekło.

- Jakie starty planuje Pan w tym sezonie? Czy będzie okazja zobaczyć Pana na rajdach w Polsce?

- Gdy kończy się jeden Dakar, zaczyna się następny. Wszystko będę podporządkowywał kolejnemu startowi. Bo Dakar to największe wyzwanie rajdowe. Uważam, że bardzo dobrym treningiem będzie dla mnie rajd „Silk Way” w Rosji. Z racji długiego dystansu i 3500 km oesowych – to już pół Dakaru. Byłby to dobry sprawdzian: dużo kilometrów, sporo off-roadu. Nie potrzebuję już jeździć po odcinkach rajdowych, ale myślę, że dodatkowo jeden start, na którym mógłbym złapać trochę szybkości (bo w Argentynie też zdarzają się szybkie oesy), też by się przydał. Być może będzie to rajd Baja Espagna, bo to szybkie i techniczne zawody. A z rajdów płaskich, wiadomo: Rajd Polski. Kibice by mi nie wybaczyli, gdybym nie wystartował. Najgorsze jest to, że teraz już ciężko jest mi złapać prędkość rajdową… (śmiech) Jest szansa, że wystartuję również w rajdzie Baja Poland. Tu się pochwalę, że wykonaliśmy dużo dobrej roboty dla tego rajdu. Zwłaszcza Jean-Marc Fortin buduje mu dobrą renomę. Staramy się, co już to zapowiedziałem Svenowi Quandtowi, aby ściągnąć do Szczecina zespół BMW X-Raid, a wtedy ranga rajdu bardzo urośnie. Jest szansa, że Baja Poland dołączy do Pucharu Świata. Bardzo bym się z tego cieszył.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Arek famous people Kwiecień

ZOBACZ TAKŻE: